Pismo obrazkowe

Mawiają, że jeden obraz wart tysiąca słów. Przeszłam więc na pismo obrazkowe. I choć boli niepisanie, uwiera prostota, brak mi tych piruetów – uparcie trwam w cofaniu się do jaskiń. Do rysunków naskalnych. Do tamtych pierwotnych przekazów, kiedy się jeszcze bardziej czuło, niż wiedziało.

Bo TO się czuje. Wszystko się czuje. A jak się czuje, to się wie. Tylko z jakiegoś powodu ktoś kazał nam to sprawdzić. Nie wierzyć. Wątpić. UWAŻAĆ.

Jakbyśmy sami sobie nie ufali, ze strachu przed sobą się zesrali.

Słowa się zużyły. Im jest ich więcej, tym słabiej brzmią. Ostatnio znalazłam na śmietniku w WW bębny afrykańskie. Dwa związane skórzanymi pasami tam-tamy. Oczywiście zabrałam do domu. Zaczęłam na nich wybijać rytm. Idzie mi dość niesamowicie. Tworząc dźwięki, wsłuchuję się jednocześnie w ten wysyłany przez siebie komunikat. I myślę sobie: na jaką cholerę ludzie wymyślili język?

ZŁO

Jak się nie domyślacie (bo w ogóle o tym nie myślicie) – przeszłam załamanie nerwowe. Kto by pomyślał? Załamanie nerwowe po śmierci. To coś jak migrena za życia. Każdy na ciebie patrzy jak na ucieleśnienie fanaberii. Ale takie są fakty.

Przeszłam takie załamanie, że przestałam pisać. A to już poważna sprawa, bo ja, kochani, pisałam zawsze od kiedy pamiętam bez postoju, żadnych ulg. Non-toper.

Tymczasem przyszła wojna, zostałam rozstrzelana, rozstrzelali mnie skurwysyny. Najgorsze, że nie przypominam sobie za co. Mówią, że jest coś takiego jak karma, musiałam zatem w poprzednich życiach nieźle nawywijać. A trzeba wiedzieć, że jak za życia cię nie dopadnie ten bezlitosny rachunek, jeśli nie odrobisz tej swojej pańszczyzny, śmierć będzie straszna. A bywa, że i po śmierci dalej demony.

No i u mnie, proszę bardzo, pełna wersja. Tak mnie rozwaliło, że nie wierzę. Wiara po prostu przestała istnieć. Jeśli się o moją świadomość rozchodzi.

Boże, ledwo żyję. Kuźwa, z tym Bogiem to też wyskoczyłam. Dopiero co przekreśliłam wiarę. No nic, ledwo żyję. Właściwie – nie żyję. Z pewnością nie żyję już na tamtym świecie. W sensie: na tym.

Aaaa!!!

Dobra. Do rzeczy. Miałam pisać o czymś takim jak ZŁO. Kawał tematu. Temat: rzeka. A ja padam na twarz…

ZŁO to skrót od Złota Lista Osobista. Czym jest Złota Lista Osobista? Ano niczym innym jak lista ŚWIADKÓW. Tych, których złotymi zgłoskami wypisał sędzia niesprawiedliwy na dokumencie sądowym najwyższej instancji, sygnowanym ręką samego Lucyfera.

Pięć osób. Pięć osób jest na mojej ZŁO. Pięć osób, serdecznych przyjaciół, którzy uznali, że poświadczą moją wyłączną winę. Że widziały moje życie, mogą spokojnie zaręczyć, że straszliwa ze mnie łajza.

ZŁO to jest skarb. Warto było dostać wpierdol, żeby odejść z rulonem takiej wiedzy.

To na razie tyle. Literacko się nie nalatałam, ale naprawdę nie mam siły.

PS. Tym razem bez rysunku. Prosiłam No, żeby mi narysowała ZŁO, ale powiedziała, że nie wie, jak to wygląda.