Wilk, czyli Hund

Jestem tu kolejny dzień. Jedyna osoba, którą tu spotkałam to pies. Hm, „spotkałam” to może niewłaściwe określenie. Raczej: stwierdziłam obecność. Tak, stwierdziłam obecność psa. Oczywiście, stwierdziłam obecność jeszcze KOGOŚ, ale to zupełnie inny kaliber. Ten Ktoś to jest absolut, Głos słyszany zewsząd, Prawda widziana wszędzie. No i ten Ktoś powiedział mi o psie. Kurcze. Nie. Nie powiedział. Powiedziała.

Powiedział/powiedziała. Albo: powiedziała/powiedział. Albo jeszcze inaczej. Napisała.

Napisałam.

To było tak. Dostałam pierwsze zadanie w Nadwymiarze. Mówiąc „pierwsze”, też nie jestem zbyt ścisła. Jest to pierwsze i kolejne zarazem zadanie, tak jak liść na łodydze – każdy jest pierwszym i kolejnym.

No więc dostałam zadanie. Napisać wypracowanie. Jak w szkole. Wypracowanie na temat przyjaciół. Coś w rodzaju próbnej matury z polskiego, tylko że nie po polsku. Bo z językiem też kosmos. Może to kogoś zdumiewać, ale tu, w zaświatach wcale nie mówi się po polsku. Język polski nie obowiązuje. A nawet: nie istnieje.

W Nadwymiarze mówi się językiem, który nazwę w skrócie: HOPI. To zupełnie inny rodzaj porozumiewania się, niż znacie z WW. Hopi polega na wymianie informacji pochodzącej z wnętrza. Hopi niczego nie określa i nie ocenia. Hopi jest wyrazem procesu. Wszystko się dzieje. W bezpośrednim tłumaczeniu więc zdanie: „Ja jestem” brzmi: „Ja się dzieję”.

I to dzieję się obrazami.

W języku hopi jest pewna pułapka. Nie da się kłamać. Po prostu nie ma takich narzędzi. Ale do tego jeszcze wrócimy. Tymczasem: wypracowanie. Ja nie znam jeszcze zbyt biegle języka hopi, a mam coś tu napisać o przyjaźni. Biorę więc pióro (krucze! – takie mi dano), oddaję się całkowicie intuicji i piszę, a raczej czytam, co spod pióra się wyłania:

Их хабэ кайн Фройнд. Их хаб’ дас ин Монтаг бекантмахт. Аба их хабэ айн Хунд.

Tak właśnie dowiedziałam się o psie. A może: wilku?