Mitologia w Szczecinie

Rozochociliśmy się z Szamanem Mako w tym przekraczaniu wymiarów. Jak nie latamy na meteorytach, to chodzimy do WW na cmentarz. Tam jest cicho i sympatycznie, no i mało ludzi. Czasem, gdy mamy ochotę na większą imprezę, wkręcamy się na jakiś pogrzeb. Wszyscy są w czerni, więc nikogo nie dziwią nasze zakryte ciemnością sylwetki. Udajemy znajomych zmarłego. Tak bliskich, że wiemy o nim rzeczy wszeteczne. Nie będziemy oczywiście nic nikomu mówić. I niech to będzie dla reszty łaskawość. Ludzie boją się skandali, zwłaszcza skandali we własnej rodzinie. Patrzymy przeto bezlitosnym wzrokiem prawdy na skuloną z żalu wdowę, na szwagierkę nerwowo palącą papierosa, na nieco grubawego, spoconego zięcia dźwigającego wieniec. Patrzymy i widzimy to unikanie. Każdy śmiertelnik unika bezlitosnego wzroku prawdy. Każdemu w momencie unikania bezlitosnego wzroku prawdy tłuką się po głowie chaotyczne myśli:

  • Skąd oni są? Z Karola studiów? Za młodzi. 
  • Może to od Kaśki, z Ameryki przyjechali?
  • Z banku. Z agencji.
  • Policja. 
  • Mafia.

Tymczasem dziabiemy w szarlotce i mruczymy niejasne odpowiedzi, skąd znamy Karola. 

  • Z zaświatów – mówię, bo jeśli go kiedykolwiek poznam, to przecież właśnie tu.  
  • Ale w raju go nie widziałem… – zamyśla się Szaman Mako.
  • On chyba gdzie indziej się wybrał – zauważam.
  • Lubił popić – kiwa Szaman. – Kto lubi popić, do raju się nie pcha. 

Konsternacja na sali, bo przecież co jak co, ale zmarły w życiu kielicha nie dotknął, a i reszta rodziny: sami abstynenci. 

W tych wędrówkach międzywymiarowych odkryliśmy dziwne miasto. Nazwa miasta: Szczecina. Jest to miejsce niezwykłe, bo niby w WW, a jednak jakby poza. Powiem w skrócie. To jest miasto zombi. 

Bo tak. Siedzimy z Szamanem Mako bezpiecznie na najwyższej wieży w Szczecinie (22 piętra) i patrzymy w dół. A tam ludzie poobijani, poszarpani, w łachach, nietrzeźwi, wyżęci, umarli. Ale chodzą, snują się, walczą. Bez życia, a żyją. 

My: odwrotnie. Nie żyjemy, ale z przytupem. 

Siedzimy więc z tym przytupem na 22 piętrze wysokopiętrowca i obserwujemy wymarło-żywą Szczecinę. Szaman Mako się nagle podkręca, że niby zobaczył morze. Bo on po morzach pływa, czego wam jeszcze nie mówiłam. Co jakiś czas znika z Nadwymiaru, w ogóle znika, gdy morze zobaczy. Zaraz go niesie. 

Tymczasem żadnego morza w Szczecinie nie ma. Tam właściwie nic nie ma. Właściwie to nie wiem do końca, czy w ogóle to miasto istnieje. 

Ale istnieje! Istnieje i mam na to dowody. I zaraz wam o nich opowiem. 

Szaman Mako faktycznie się uparł na to morze i poniosło go w nieistniejące odmęty. Zostałam sama na drapaczu chmur. Patrzę leniwie na ptaki u mych stóp. Patrzę na zombi. Na odrapany dach najbrzydszego budynku świata, czyli na ZUS. Też macie taką refleksję? Jest coś, co każe w każdym mieście postawić wybitnie straszną budowlę za straszne pieniądze i to zawsze jest ZUS. Tu, w Szczecinie, też. Koszmar z Gotham City. Zwymiotowany Szpinak. ZUS. 

Oprócz Zwymiotowanego Szpinaku na uwagę zasługuje też Szpaler Wkurwionego Ku-klux-klanu. Mianowicie tak zwana Filharmonia Szczecińska. Jest to kompleks białych kapturów zbitych w nastroszoną narośl piętrzącą się wśród przedwojennych kamienic z cegły. Gruba rzecz. No ale. Ja nie o tym. 

Siedzę, patrzę i zaczynam się nudzić, aż wreszcie postanawiam. Zjadę tam. Do nich. Do zombie. Może mnie nie zjedzą. Może czegoś się dowiem. Wiecie jak to jest. 

Pierwszym napotkanym był Remus. Stanął mi na drodze od razu, jak tylko opuściłam budynek. Zdążyłam tylko przejść ulicę. I oto on. Wśród książek. Książki ma stare, zużyte. Większość znam. Ale on mi pokazuje te małe. 

– Małe są najlepsze – wyjaśnia krótko. A wzrokiem każe mi kupić. A ja kasy nie mam przecież. Nic. Z Nadwymiaru jestem. Ale pamiętam, że w plecaku noszę też małą książeczkę. Format pocztówkowy, jak kiedyś te tygrysy. Poradnik dla psychopatów Kubryńskiej. Wyjmuję więc i daje mu w zamian za TĘ książkę, którą on sugeruje. 

– Mitologia hetyckiej Anatolii. 

Wymieniamy się bez słów. A gdy mam w ręku tę książkę, Remus znika. 

I już go więcej nie zobaczę. 

Mitologia za to nie znika wcale.  Mam ją do tej pory. I to jest dowód na istnienie Szczeciny. Więcej. W książeczce są rysunki. I te rysunki przedstawiają obrazy, które znam. Których do tej pory nie rozumiałam, a teraz pomału…

Znam je z własnych snów. 

PS. Mam jeszcze dwa dowody. Cesarzową Muślin i Kamienie. Wszystko opowiem, jak tylko ochłonę. Jak Szaman Mako wróci z nieistniejącego morza. Jak…