Nieskończoność Czasu

Od trzech tygodni płonie Amazonia, a ludzkość nic sobie z tego nie robi. Nie ma czasu, zajęta jest depilacją ciała. Depilacja jest ważna. Kto wie, czy nie najważniejsza? Być wydepilowanym w trumnie to podstawa przecież.

Ciekawe, że gdy płonęła katedra Notre Dame, pierdzielca dostaliście. Jest jakaś romantyka w tym, że ludzie tłoczą się w kościołach, gdy nadchodzi zagłada. Jest ku temu i powód i wyjaśnienie. Gdy trwoga to do Boga. Brak tlenu równa się modlitwa. Są na świecie rzeczy ważne. Kawitacja sensoryczna na przykład. Mikrodermobrazja. Msza za szwagra. Selfie. Dałabym swoje, ale i tak nie zobaczycie. Duchów na fotografii nie widać.  

Moje położenie jest o tyle korzystne, że z całkowitą niewzruszonością mogę was oglądać, jak film. Owszem, zależy mi, żeby główny bohater przeżył, ale żeby zaraz się emocjonować, to nie. Tu głównym bohaterem jest ludzkość. I żeby mi zależało….?

Nie wiem. 

Nawet za bardzo nie lubię. 

No, może parę osób.

Ale one i tak sobie poradzą. 

Oglądam was zatem i zadaje sobie pytanie. Jak daleko się posuniecie?

Tymczasem winnam kilka wyjaśnień odnośnie czasu. Bo właściwie chciałam ten tekst zacząć od słów: Czemu mi nie przypomnieliście, że do środy czeka na mnie Pan Demonium?! I jest to rzecz, która naprawdę mnie porusza do żywego, jednak, jak sami widzicie uznałam, że Amazonia ważniejsza. 

Czyli jednak mi na was zależy? 

Cholera…

Dobra. Do rzeczy. Bo się pogubię. Ogarnęłam kwestię trzech tygodni: tyle właśnie czasu płonie resztka lasów, które zasilają was w tlen. A bez tlenu nie możecie żyć. Czyli czeka was zagłada. Macie się gdzie modlić, to ważne. 

Wydepilowani też jesteście. 

Czy ja mogę przestać się przypieprzać?

Nie.

Wracając do tematu czasu. Czas jest wartością względną, jak wiecie. A. Może nie wiecie? W końcu pozwalacie na pozbawienie siebie pierwiastka, bez którego umrzecie. Grom was tam wie. Dobra, ciocia Fredzia. Nie rozkręcaj się. Do brzegu. 

Czas jest wartością względną. U was jest inny, u mnie inny. U was: do środy oznacza kilka dni. U mnie jest to wartość właściwie nieskończona. I muszę pilnować (obliczyć jak na zegarze), kiedy te kilka dni minie w WW, żeby się wstrzelić. A skoro u mnie jest to nieskończenie długo, sami rozumienie, można zapomnieć. Ja w matematyce nigdy nie byłam prymusem. No może w podstawówce. Ale to skomplikowane, mówiąc oględnie, nie było.

Tymczasem ja o Panu Demonium myślę non-stop! 

Rozumiecie? Ja o nim myślę nieustannie, a więc nieskończenie. Myśl idzie w każdą stronę. Jest wielokrotna, nieograniczona. Równoległa do innych wielokrotnych i nieograniczonych myśli. To właśnie jest mój Czas. Ten, który panuje w Nadwymiarze. Oczywiście ludzie mają straszny dylemat z wyobrażeniem sobie nieskończoności. A wystarczy narysować kółko.

Reasumując: w każdej chwili, w każdym momencie jestem we wszystkich czasach składających się na Czas. Nieskończenie dużo kółek.

Czyli kula.

Będąc w takim położeniu mam, rzecz jasna, wgląd we wszystkie czasy. Znam zatem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Znając to, wiem doskonale, co się stanie z Panem Demonium*. 

Znam imiona, które dopiero poznam.

Wiem, jaki los czeka Szamana Mako. 

I wiem, co się stanie z wami. 

———————————————–

* Będzie mój. 

Będąc w takim położeniu mam wgląd we wszystkie czasy. Znam zatem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość…