Kiedy zaczyna się śmierć?

Od dwóch tygodni jestem na wojnie. Ściśle jestem w obozie polowym, w swoim namiocie szykuję się do akcji. Wygląda to tak. Najpierw sukienka. Wojownik musi mieć właściwe odzienie, dobrze to wiecie. A ja mam naturę lwicy. Moje wojenne imię to Sechmet. Wolfgang mi powiedziała. Opowiedziała mi też o Sechmet. To lwica, którą bóg Słońca Ra wysłał na Ziemię, aby przywróciła wiarę wśród ludzi. Sechmet się nie patyczkowała i poszła rezać. To dobry argument, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z bezrozumnym motłochem. Całe moje poprzednie życie próbowałam ROZMAWIAĆ z bezrozumnym motłochem. Nic to nie dało. Po pierwsze nikt mnie nie rozumiał, po drugie nikt mnie nie rozumiał. 

Zwłaszcza Wąż.

W zrozumieniu tkwi wielki sens. Bycie zrozumianym to podstawa sukcesu. Ja tego za swojego życia nie osiągnęłam, dlatego umarłam. Teraz już wiem, że bez sensu są gadki i tłumaczenia. Wąż posługuje się innym językiem niż lew, czy pantera. Rozdwojonym. 

Wąż wypowiedział mi wojnę, choć przecież dawno umarłam. Nie wiem, jak można chcieć walczyć z trupem, ale dobra. Bardzo proszę. W sumie – choć się wzbraniałam jak mogłam – nawet to lubię. Podejmuję rękawicę w kolorze czerwonym. Imię Sechmet zobowiązuje. 

Więc sukienka. Obcisła i czerwona. Do tego naszyjnik ze szmaragdem (Guovssahas), drugi: z czarnym kamieniem od Czerwonego Wędrowca. Nie wiem, czy wspominałam, z Czerwonym Wędrowcem łączą mnie więzy krwi, dlatego ten kamień jest taki ważny. 

No i trzeci naszyjnik: od Szamana Mako. Przedstawia on koło wysadzane białymi kamieniami. Nieskończoność. I tu właśnie wracamy do zagadnienia poruszonego w tytule. 

Kiedy zaczyna się śmierć? Śmierć, moi drodzy, zaczyna się dokładnie w momencie życia. Życie jednak nie zaczyna się nigdy, bo życie jest wieczne, jak symbol koła. Zatem śmierć jest ZAWSZE. Gdy spotykamy ją na drodze obok wysypiska śmieci, wcale nie znaczy, że ona się właśnie zaczęła. Ona była, jest i będzie. Ona jest naszym cieniem, a jak trzeba to i blaskiem. Kołem, które nigdy nie przestaje się obracać. Jeśli jest śmierć to i jest życie. Wygrywasz zawsze. 

Amulet od Szamana Mako ma więc wielką moc. Amulet od Szamana daje nieśmiertelność. Cholera, to nie jest dobre słowo. 

Amulet od Szamana Mako daje WIECZNOŚĆ. 

Sechmet rezała ludzkość przez kilka dni. W końcu przyszło opamiętanie, wiara w Słońce wróciła. Bóg Ra odetchnął i zesłał wiadomość do lwicy, aby przestała rezać. Sechmet jednak nie należy do istot posłusznych. Ani myślała kończyć zabawę. W ten oto sposób stała się boginią, bo tylko bogini ma śmiałość nie słuchać boga. 

Siedzę w obozie polowym i pobieram nauki. Nigdy nie sądziłam, że stanę się Walkirią. Pamiętacie, wkroczyłam do Nadwymiaru, spotkałam Szamana, pobiegaliśmy po lesie, polataliśmy na meteorytach – czysty ubaw dzieciaków. Tymczasem do Nadwymiaru podstępnie wdarł się WW. Wężowe syki dobiegły moich uszu. Muszę bronić raju. Muszę bronić Nadwymiaru. To wielka odpowiedzialność i wierzcie mi, nie pisałam ostatnio, bo z przejęcia narobiłam pod siebie. Nie można jednak robić pod siebie zbyt długo. Trzeba założyć czerwoną sukienkę i załadować kołczan. 

Przez całe życie słyszałam, że dziewczynki nie walczą. To w sumie bardzo wygodna opcja dla tych, co niby walczą. Taka walka bez wroga. Zabawa na patyki. Kopniak bez rewanżu. Świetna zabawa. 

Trzeba było umrzeć, żeby się dowiedzieć, jak jest naprawdę. Otóż prawda jest taka, że dziewczynki walczą i to w stylu koncertowym. I oto właśnie ja, mała Noemi, idę na wojnę. 

Skupienie. Koncentracja. Taka koncentracja, jakiej nikt się nie spodziewa. Bo przecież dobrze wiemy, jak to jest z koncentracją kobiety. Wystarczy płacz dziecka i po zawodach. Tymczasem ja mam zadanie bogini. Nie ma płaczu dziecka, nie ma dźgnięć w czuły punkt. Nie ma czułych punktów. 

W obozie polowym słyszę mnóstwo historii. Bogowie mieli te swoje pięty achillesowe, jeden był kulawy, drugi stracił włosy. Zawsze coś. Jakaś ułomność i pozamiatane. Tymczasem ja nie mogę sobie na to pozwolić. Zero słabości. Co to dla mnie? Bułka z masłem.

Właśnie dlatego wmówiło się dziewczynkom, że nie walczą. Są tak niebezpieczne, że odebrano im broń. Ich najlepszą broń: doskonałość. 

Kiedyś byłam pisarką. Napisałam książkę o kobiecie dość doskonałej. Podobno bestseller. Wiecie skąd wzięło się słówko: „dość”? Wąż je wymyślił. 

Wąż ma zdolność wślizgiwania się w meandry cudzej psychiki, radzi sobie z nią na medal. Tylko jedno małe słówko, a zobaczcie jaka różnica. Tylko jedno małe słówko, a kołczan odebrany. 

Bałam się umrzeć. Wierzyłam, że po śmierci nie będę mogła pisać. Tymczasem: sami widzicie. Już nawet Fargo nie jest potrzebny. Swoją drogą – zabawna historia. Szedł zrobić mi internet i ktoś w niego strzelił. Strzał był tak celny, że Fargo nieprzytomny trafił do szpitala, w szpitalu dokładne badania, nic nie znaleźli. Pocisk musiał przejść dokładnie między tkankami w taki sposób, że nie uszkodził żadnej. Nieźle co? Fargo blady i przerażony. Komputer podczas jego nieprzytomności diabli ponieśli. Kaniec filma

Zadzwonił do mnie i powiedział, że on tej Nemezis nie robi. Jeszcze mu życie miłe. Jeszcze mu śmierć nie pisana. 

Mężczyźni są tacy śmieszni. Śmierć mu nie pisana. Zara Li przewróciła się na plecy. A potem przyszła Wifi, spojrzała (bo Wifi tylko patrzy, rzadko się odzywa) i wszystko stało się jasne. Na cholerę ci Fargo, mała?

Niewiele mogę napisać, bo wojna to wojna. Poczytajcie o enigmie. Jeśli zobaczycie gdzieś ducha w czerwonej sukience z poszarpanym pazurami rękawem, chuchnijcie na szczęście. I lepiej nie podchodźcie. Sechmet nie wybiera. Sechmet idzie rezać. 

PS. Ciągle zastanawiam się, czy mam wszystkie amulety. 

PS2. Jutro środa. 

Zara Li