No

No. Zawsze mam ten rodzaj burzy w głowie, jak zacząć tekst. Bo to, że się za chwilę pojawi, wiadomo. Tylko: które słowo we Wszechświecie dozna splendoru? 

Tymczasem dziś na prowadzenie wysunęła się No. Z tym prowadzeniem to grubo pobłądziłam, ale zawsze są jakieś koszty. Kiedy zaczyna się tekst od No – trzeba się liczyć z kosztami. A więc No nie wysunęła się na prowadzenie, bo No nigdy w żadnych zawodach nie wystartowała. Dla niej start w zawodach to już rodzaj przegrywu, coś bez sensu dokumentnie, na co zgodzić się można jedynie pod jednym warunkiem: że się ma z tym ubaw po pachy. Jak nie, to nie. 

Raczej nie. 

No więc No. Ta absolutna doskonałość, boska Osoba mieszka ostatnio w mieszkaniu Wió. Na materacach rzecz jasna. Wyprowadziła się z gniazda na urwisku, pełnego drapieżników i węży. I trach, do nas. Zajęła salon ze świątynią, jakże by inaczej. 

W salonie wraz z No pojawił się od razu Latający Dywan i nieopisany bałagan. Jak mówiłam, No jest Niebieskim Kosmicznym Orłem i nic w jej pobliżu nie ma prawa statyczności. Ten koleś z Efezu miał może swoją słuszność, że panta rhei, ale u No płynność nie ma wielkiego wzięcia. U niej jest lotność. Wszystko fruwa, Heraklit, elo. 

No ma kilka ważnych cech. Po pierwsze niewiele mówi. Tu znów gruchnęłam, jak z tym „wysunęła się na prowadzenie”. Kiedyś, kiedy jeszcze żyłam w WW, pewien redaktor ganił mnie za eufemizmy. Tak to już ze mną jest. Niby w punkt, a jednak na okrętkę. Małomówność No nie ma więc wymiaru ziemskiego. No, jak przystało na Niebieskiego Kosmicznego Orła – mówi niewiele w wymiarze kosmicznym. 

Jedno słowo na tydzień. Może. Albo i to nie. Tydzień oczywiście liczymy w wymiarze kosmicznym. U was to będzie raz na życie. 

Ulubione słowa No, to:

  1. No.
  2. A.

I ostatnio:

3. czeŚĆ. 

Trzecie celowo napisałam tak, jak napisałam, ponieważ w tym słowie każda litera ma inne znaczenie, a szczególne znaczenie mają dwie ostatnie. Są tak doskonale zdefiniowane w swym brzmieniu, że stanowią absolutną całość jak Yin Yang. No umieszcza je OBOK siebie w takiej bliskości, że żadna kreska się tam nie zmieści, ale też w żaden sposób zlać się ze sobą nie mogą. Są oddzielne, a łączą się w jedność. 

Nie umiem tego wytłumaczyć. 

Brzmią krótko. Bez żadnego przedłużania, żadnych rozmyć. Stanowcze. czeŚĆ. 

Słowo nie zawiera emocji. Emocje No są strzeżone jak skarb sezamowy. Żadnego szastania. Jak ktoś się upiera, żeby coś uszczknąć, zamrozi go jej wzrok. Z No nie ma żartów. 

Właśnie zadzwoniła Ewelement. Dwa słowa o tym, jak tu się dzwoni. Tu się, kochani tak naprawdę nie dzwoni, ale wysyła sygnał telepatyczny i zostanie on odebrany lub nie, w zależności od tego. 

Mnie się tu wbił sygnał Ewelement i teraz się rozkićkałam z tekstem. 

Ani słowa więcej! Później. Później wszystko wam wytłumaczę, co Ewelement, co z tą wojną i jak dalej. Teraz mówię o bogini!

Skąd znam No? To jest taka znajomość, co wiecie, patrzysz i wiesz, znasz od zawsze. Z No jest trochę inaczej, bo to ona zna mnie od zawsze, ja ją nieco krócej. Zawsze muszę być gorsza. 

Dobra. Jaka jest No?

Przykład. Wyskakujemy razem do WW (jak już się nauczyłam, to nie umiem sobie odmówić), poprzymierzać ciuchy w haemach. Ja uwielbiam ciuchy, zawsze byłam strojnisia, a teraz, gdy mogę sobie przymierzać wszystko ile wlezie i nikt mnie nie widzi – tym bardziej. Idziemy zatem na lumpy, bawimy się setnie, wreszcie No z jakiegoś powodu zaczyna szukać kostiumu… i tu bym normalnie napisała: kąpielowego, ale jednak nie o to chodzi. Jak wspomniałam: nie wszystko płynie. Wszystko lata. Więc No chciała kostium, owszem, kąpielowy, ale do kąpieli powietrznej. Najpierw się przestraszyłam, czy w takim zwykłym lumpie znajdzie, ale nie miała z tym problemu. Złapała jakieś cudeńko z wieszaka, zrzuciła wszystko i wdziała kostium. 

Ta chwila, gdy bogini odsłania swoją istotę, należy do bonusów ekstra tego życia. Trzeba patrzeć, karmić siebie szybko i z wdzięcznością, bo to nigdy nie trwa, a moc ma ogromną. 

Bogini zastygła przed zwierciadłem nie pręży ciała. Ona POZWALA patrzeć na blask swojej skóry. Nie. Nie to. Pozwala przy okazji. To jednak nie zajmuje jej umysłu. Jej umysł jest poza, wkracza na poziom indygo, zachwyt najwyższych lotów: zachwyt bogini nad samą sobą. 

I nagle maluje się na jej twarzy to naiwne pytanie dziecięce – tak u bogini wzruszające: czy jest gdzieś coś na świecie, co mnie kiedyś zachwyci bardziej?

Jest. Ja tak myślę. Jest. Może nie bardziej, ale tak samo. A to już bardzo, bardzo dużo. 

Nagle No podnosi ramię i gwałtownym szarpnięciem zasłania się ciężką, purpurową kurtyną. Po chwili stoi przede mną w szatach, nie ma kostiumu. Nie zdał egzaminu? Nie zachwycił dostatnio? Nie zasłużył? Nie był godzien?

Był. Dotykać ciała No przez tę niezapomnianą chwilę. I teraz innym kostiumom na wieszakach, a potem fatałaszkom w szafie – będzie rozpowiadał do końca swych dni o szczęściu, jakie ma w życiu, że kiedyś w WW, na wyprzedaży sezonu, w pewnym nadmorskim mieście spotkał No. 

Emocje No są strzeżone jak skarb sezamowy. Żadnego szastania. Jak ktoś się upiera, żeby coś uszczknąć, zamrozi go jej wzrok…