Wojna

Fakinszit, nie wiem, co myśleć. Szumi mi w głowie. Nie wiem, kim jest Nemocja. Wiem tylko, że jestem w jakimś niepojętym niebezpieczeństwie i to wcale nie chodzi o tę wojnę, o której myślałam. 

To nie ta wojna. 

WYOBRAŻACIE SOBIE?! Jestem. Na. Wojnie. O. Której. Nic. Nie wiem. 

Myśląc, że jestem na wojnie, o której coś wiem. 

I TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ. 

Ja w każdym razie jeszcze nie ogarniam. 

Dobra. Myślałam, że jestem na wojnie wywołanej przez Węża jakimiś osobistymi rozterkami z rodzaju „być albo nie być” i ewentualnie za co. Prosta sprawa. Umarłam, nie ma mnie, nie pomogę – to może kogoś wkurzyć. I ten wkurzony ktoś wywołuje wojnę. Zrozumiałe. To znaczy niezrozumiałe, ale da się rozłupać. 

Tymczasem dzieją się rzeczy w ogóle PONAD kwestię rozgoryczonego ego i kto zapłaci za prąd. Dzieją się rzeczy nie tylko PONAD, ale PONADWIEKUISTE. 

I ja to widzę. I nic nie panimaju. 

Po kolei. Jak wiecie, wczoraj napisała do mnie Nemocja. Poznałam ją dawno temu, w poprzednim życiu, kiedy jeszcze byłam „gwiazdą” i dawałam ludziom rady. Ktoś zorganizował warsztaty literackie, przyszło kilka osób, a ja się mądralowałam. I tam właśnie była ona. Zapłaciła za kurs (niemało!) I przyszła. I nawet trochę pochodziła. A jak zobaczyłam jej pierwszy tekst, to już wiedziałam, że to ściema. 

Ona nie przyszła się niczego uczyć. 

Ona jest za dobra. 

Ona jest świetna. 

Znacie to? Gdy człowiek ma wrodzony talent i każda nauka go tylko psuje? Kunegunda tak ma. Kunegunda (dziewczyna Szatana Komety) śpiewa. Śpiewa tak doskonale, że każda uczelnia zamyka ze strachu przed nią drzwi. I całe szczęście. Bo gdyby jakakolwiek Uczelnia Akademicka Muzycznego Śpiewu i Wokalu ją przyjęła i jeszcze próbowała czegoś nauczyć – świat straciłby niepojęty w cenie klejnot. 

Z Nemocją to samo. No, ale wiecie. Dostałam wynagrodzenie, muszę się jakoś odnaleźć. Coś tam muszę z siebie wymądrzyć. Nauczam więc Nemocję, a ona taktownie kiwa głową i wcale się ze mnie nie śmieje. 

Nemocja ma ciemne okulary. Tłumaczy to jaskrą. Wiem, że nie o jaskrę chodzi. Bo gdy zdejmuje w pewnej chwili okulary, by je przetrzeć – widzę to. Widzę oczy demona. 

I paraliż elektryczny przepływa mi po rdzeniu kręgowym. Lodowaty paraliż nerwów. Nawet teraz, gdy to piszę, czuję lód w palcach. 

Nemocja nagle zniknęła. Przestała przychodzić na zajęcia, nie pojawiła się na rozdaniu dyplomów. Normalna sprawa. Ja też nie chodziłam na takie imprezy. No, chyba że kroiło się after party. A tu żadnego afterka nie było, nuda straszna, parę osób nadętych i tyle. 

Minęło parę lat. Potem umarłam. Znalazłam się w Nadwymiarze, polatałam na meteorytach, zdążyłam się chyba nawet zakochać – i nagle ona się odzywa! 

Dobra. Przyznam się. W tej wczorajszej samotności trafiłam na jej książkę. Znalazła się w Księgozbiorze, nie pytajcie jak. Otwieram czarną okładkę z napisem: „Dzieje Quantum” i zastygam w spiorunowaniu. 

Bo tam, precyzyjnym jak laser jubilera językiem opisany jest obrazek, w którym siedzę na lotnisku i maluję portret Nogiłóżki. Czyli Całun Wiedeński. 

Siedzę na krawędzi stożka. W czerni. Z daleka wyglądam jak ptak. Czarny ptak. Kruk. 

Jak ma na imię ten kruk?

Zamknęłam książkę z trzaskiem. Wysłałam jej wiadomość. I gdy pisałam wam o skrzydłach Nemezis – przyszła odpowiedź. 

Nie mam siły pisać. A jednocześnie wiem, że przeprowadzę się przez tę wojnę tylko za pomocą prawdy. Zwierciadła prawdy. Opisując wszytko po kolei JAK JEST – wygram. Demon rozbije się o własne oblicze. 

I nie ma znaczenia, że nie wiem, o co tu chodzi!

Jednak opuszczają mnie moce. Coś mi je zabiera. Wczoraj przyszedł do mnie duch. Ten duch miał pretensje. Zaatakował mnie. Duch jest potężny, ma moc huraganu. Człowiek go nie pokona. 

Wiem to. 

Ale ja go pokonałam. Przegnałam precz tak skutecznie, że z pewnością ten jeden konkretny duch (a właściwie: jedna, bo to ona była) nie wróci. 

Ale. 

Przyszło ich więcej. 

Przyszła cała Noc. 

W moim śnie. 

Nie miałam szans. 

I nie stanęłam do walki. 

Uciekłam.

Wpłynęłam ze snu do rzeki życia. Woda to życie. Od zera. Woda to zero. W zerze nie ma wartości. Ani dodatnich, ani ujemnych. 

Woda mnie chroni. 

Ktoś mnie goni. 

Kim ja jestem?

Jak pokonuję duchy?

Czy ja nie jestem człowiekiem?