Sen przebudzonych

Leżę skulona na dywanie i grzeję stopy w promieniach, które sama krzeszę. Od kilku dni nie opuszczam mieszkania Wió. Zawinięta w pelerynę skrzydeł chronię swój wewnętrzny ogień. Wiem, zaraz się podniosą głosy, że piszę jak nawiedzona, ale nic na to nie poradzę. Nie moja wina, że taka jest rzeczywistość. W Wiedniu znalazłam skrzydła Nemezis. To jest peleryna z grubej tkaniny, coś na kształt najprawdziwszej w świecie wełny angielskiej – długa do samej ziemi. Zbiera się ją pod szyją, zdobnym zapięciem z ornamentem w kształcie płatka śniegu. Peleryna ma duży postawny kołnierz chroniący przez wichrem. Wygląda jak toga.

Na razie nie wiem, co oprócz zatrzymywania promieni i latania potrafi ta peleryna. Wiem, że jest darem od Nemezis i należy to docenić. Doceniam. Wolałabym się nie narażać. I tak mam nielekko. Szaman: nieobecny. Nogiłóżka znikła. Nemocja w natarciu. 

Przychodzą demony. Wczoraj mi talerz wybuchł. Podeszłam do kuchenki zrobić herbatę i jak nie pieprznie! Widziałam go na ułamek sekundy przed wybuchem. Leżał spokojnie na garnku i nagle zaczęło go od środka rozrywać. Poniosło sferycznie na wszystkie strony świata najmniejsze okruchy szkła, a centrum zapadło się w odmętach gotującej się na herbatę wody. 

Taki fikoł. 

Ewelement świadkiem. 

Całe szczęście, bo sama bym nie zamiotła tego efektu. Chyba że pod dywan. A tego nie lubię. Właściwie to nie znoszę. 

Żadnego sprzątania nie znoszę. 


Dorwałam się do Waszego Wymiaru, ściśle – do waszego internetu. Jak nie wiadomo o co chodzi w wojnie, trzeba szukać, choćby po omacku. A więc szukam. A że znam na razie zagrożenia głównie ze strony ludzi – szukam w WW. 

Bo duch mi nic nie zrobi, to już ustalone. 

Choćby nie wiem, czym wybuchł. 

Nemocja dała mi kilka wskazówek, przysłała adresy miejsc. Idę pod pierwszy adres. Miejsce spotkań „przebudzonych”. Czyli tych, co tak jak ja – umarli. I po przejściu kilku etapów po śmierci – przyszło im dalej żyć. 

Najpierw w przeraźliwej samotności. 

Potem w rozrywającym poczuciu wygrywu.

Potem w zachwycie widzianych codziennie cudów. 

Potem w palącej ciekawości: CO SIĘ ZA CHWILĘ ZNOWU STANIE!?

Na forum pozornie samo dobro, przyjaźń i serdeczne przyjęcie. Czuję się jak u kumpla na osiemnastce. Dorośli ludzie, pełna kultura. No i ta ulga, że wreszcie koniec z tym błazeństwem gówniarzy (co się nie przebudzili). 

Jesteśmy tak przebudzeni, tak świadomi, tak dorośli, że właściwie możemy wszystko. W pierwszej kolejności więc zaczynamy sobie różnych rzeczy ZABRANIAĆ. 

Znacie tych paszczaków towarzystwa? Tych najmądrzejszych, co z matmy mieli oceny dla nas niedostępne, z innego wymiaru ocen, gdzieś ponad trzy na szynach. I to wysoko ponad. 

Wśród „przebudzonych” to samo. Już przy drugim tekście czuję, jak mnie ktoś opierdala. Zabawa?!

Ciekawość?!

Używki?!!!

MOJA DROGA. 

To jest ten ton, którym mówi do ciebie teściowa, albo jeszcze lepiej: babcia męża. Nie da się podrobić. A jednak. Wcisnęła się do „przebudzonych” i tyranizuje. Że nic nie wolno, że coś trzeba, a najlepiej: wróć do żywych, tam twoje miejsce. 

ZA SŁABO UMARŁAŚ. 

Gdy już zostałam porządnie opierdolona, wzięłam się za jakiś traktat o wychodzeniu z ciała i tu dopiero ugrzęzłam. Nie zauważyłam nawet, gdy przyleciała No i w swojej odwiecznej niedostępności zrobiła wyłam. Podleciała i krążyła nade mną długą chwilę, a nawet: powtarzającą się długą chwilę – wyraźnie w celu nawiązania kontaktu. A ja zaczytana w traktacie. 

Czekajcie, to się jakoś nazywało. Traktat o Projekcji Astralnej. Robert Bruce. Rok publikacji 1994. Kuźwa, kawał czasu temu. A ja nic nie wiedziałam!

Traktat pasjonujący. Zresztą, sami widzicie. Olałam nawet No. 

Co w traktacie? Po kolei. Najpierw, że można opuścić ciało, bo to w sumie o to w traktacie chodzi. Rzecz fachowo nazwana, opisana nawet w Wiki. Od angielskiego chyba, bo przecież w WW nie znają nawet introligatorskiego: OOBE. Nie wiem, co to dokładnie oznacza, pewnie jakieś Over Open Being Evolution. Ale nie ufajcie mi w tej materii. Angielski w Nadwymiarze jest absolutnie passé. 

No więc autor wyćwiczył sobie wychodzenie z ciała tak sprawnie, że z wielką swobodą ciało opuszcza, gdy tylko zechce, nawet – jak sam w traktacie zaznacza – w pokoju z małymi dziećmi.

Gdzie rodzice tych dzieci? Gdzie ich MATKA?!

Ja wiem, że to teraz może trochę brzmieć, jak podśmiechujki. I to w dodatku z kolegi po fachu. No ale. Weźcie. Żeby opuścić ciało, trzeba trenować, medytować, napełniać regularnie czakry, otwierać, zamykać, zawiesić linę u sufitu, żeby się z ciała WYCIĄGNĄĆ?! 

AAA. 

On i tak jeszcze spoko. 

Najstraszniej poczułam się po lekturze eseju niejakiego Loky, pod groźnym tytułem: „Czy Twój rozwój duchowy jest bezpieczny?”. 

???!!!

Tam dopiero są instrukcje. Czakry otwierasz zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jeżeli jesteś mężczyzną i odwrotnie, gdy jesteś kobietą. Następną czakrę otwierasz i zamykasz w kierunku ODWROTNYM do poprzedniej. Dla niewtajemniczonych – jest ich siedem. Powaliło mi się już przy pierwszej. W końcu jestem KOBIETĄ i nie kumam tak niepojętych urządzeń jak zegar.

Człowiek myślał, że Kościół Katolicki się wyczerpał. Że do Nadwymiaru się nie wedrze. A tu proszę. Pamiętacie Wieżę Babel? Nie pamiętacie, bo na religię nie chodzicie, co mnie skądinąd cieszy.

No więc z Wieżą Babel było tak. Ludzie, którzy wtedy jeszcze wszyscy mówili w hopi i nie znali pojęcia „nauka języków obcych”, postanowili wznieść wieżę do samego Nieba, by przywitać się z Bogiem. Bóg siedział nabzdyczony w Niebie i obserwował te wysiłki. Z początku pewny siebie, gdy jednak ujrzał wznoszącą się wieżę zbyt blisko – szarpnął piorunem przez Kosmos i zrzucił towarzystwo z rusztowań. A żeby było z przytupem i na wieki, pomieszał ludziom języki. Zapadła marmurowa samotność. Ta samotność, której ja doświadczałam przez całe moje doczesne życie. 

Samotność niezrozumienia. 

Każdy poszedł w swoją stronę, a co bardziej charyzmatyczny – zagarniał wokół siebie tych, co gotowi byli nauczyć się jego języka. 

Dziś znów mamy do czynienia z Wieżą Babel. Jednak nikomu nie chce się wznosić budowli. Za duży mozół. Wystarczy mieć dostęp do internetu. Przeczytać Traktat o Projekcji Astralnej. I już być TAM. 

Na tym polega ta wojna. To jest wojna ludzi z Bogiem.

PS. Wychodzi się z ciała bez żadnego treningu, jełopy! 

PS. I nie jesteście przebudzeni, tylko śpicie jak susły, ale bardzo byśta chcieli się obudzić.