Dzień proroczy

Nie mówiłam wam jeszcze, że Ewelement spotkała Kalinkę! Tę dziewczynkę z Góry Przeznaczenia! Strasznie dużo rzeczy nie opowiedziałam, a powinnam! Jest jednak pewien problem. Co bowiem znaczy: powinnam? Jaka to część mowy? Że co? 

Sami zrozumiecie po własnej śmierci – w tym wymiarze coś takiego jak „powinnam” nie istnieje. Chyba że w takim wydaniu:

– Która godzina? Czternasta?! Trzeba wstawać!

– Powinnaś jeszcze pospać. Nie pali się. 

To EWENTUALNIE. Tymczasem siedzę w mieszkaniu Wió, do którego poza duchami lgną wszelkie nieprzyjacielskie siły, w tym Wąż. Serio. Siedzę w samotności, palę świece, odganiam zjawy, a tu nagle ktoś wali w drzwi. Nie domofon, tylko od razu: łubu-du!, bezpośrednio z prokuraturą i nagrywaniem rozmów włącznie. 

Pamiętacie ostatnią wizytę Wió? Pamiętacie jak zamieniłam się w marmurową posągowość z zimnym jak sztylet wzrokiem? A pamiętacie moją wizję z nożem? Że noża: nie?

Wzrok. 

To moja jedyna broń. Ta broń działa. Tym razem przynajmniej zadziałała. Choć pewnie wersja Węża będzie inna, zdaję sobie sprawę. 

Grunt że mieszkania nie sforsował. Prokuratura: też nie. Tyle mogę powiedzieć. Dałam radę. W sumie nic wielkiego. Jak się ktoś od kilku dni (zmarłych) zmaga z potęgą duchów, to wizyta Węża, choćby nie wiem jak jadowitego, nie robi. 

Kiedyś bałam się pająków. Raz przyśnił mi się sen, że łażą po mnie w piwnicy, do ust mi wchodzą, do uszu. Obudziłam się, z impetem wyszłam z domu (wtedy jeszcze strasznie się wszędzie spieszyłam), na ganku rozpięta pajęczyna, centralnie rozparty na niej pająk jak pięść ląduje prosto na moim czole. Leniwym ruchem zdejmuję delikwenta z głowy i puszczam wolno w jemu tylko znane rewiry. A potem pomału zaczyna do mnie dochodzić, że coś jest INACZEJ. 

Bo faktycznie czegoś zabrakło w tej scenie. Czego? Wysokiej częstotliwości przeraźliwego pisku i szarpania przestrzeni powietrznej gwałtownie rozrzucanymi dłońmi. 

Miałam w poprzednim życiu znajomych różnych. Kwadratowych i podłużnych. Był taki, co mawiał, że najlepszym sposobem na problem jest drugi problem. Większy. Jest w tym niezaprzeczalna logika. Większy problem wybawia cię całkowicie z frasunku nad problemem mniejszym. 

Tak i teraz. Jeśli ktoś ma do czynienia z najazdem duchów, nie piszczy przed najazdem Tatarów. Swoją drogą, muszę uważać, co piszę, bo zdradzam, że Szaman wypłynął, nikogo tu nie mam do obrony. Jestem bezbronna jak motyl w szkatułce. I jedyne, co mogę zrobić, to dzielnie odpierać ataki. 

Jak Sechmet. 

PS. Pojawiła się No i z miejsca zakomunikowała, że wychodzi. W sensie: wylatuje. Odkryła właśnie nową pasję. Fotografia. Tak, wiem, zaraz się pojawią głosy, że w Nadwymiarze fotografia jest zabroniona. Owszem. Zapomniałam jednak o pewnym wyjątku. Fotografia ANALOGOWA. To można. 

PS2. Zapomniałam też powiedzieć najważniejszego. Według Kalendarza Majów dzisiejszy dzień jest dniem proroczym. Wszystko, co dziś się wydarzy będzie miało dalszy ciąg w kolejnym roku. To jak sen proroczy, tylko że na jawie. Ma jednak tę wyższość nad proroczym snem, że ma się wpływ. 

Tak tylko mówię, jakby ktoś był zainteresowany swoją przyszłością… 

Sechmet