Oczy rusałki

Pompowanym flamingiem! Można. Pływać. W moim oceanie. 

Tymczasem minęło sto lat od mojego ostatniego wpisu i zdażyło się milion rzeczy. Najpierw: Pan Demonium. Zaniosłam go do jubilera i zrobiłam aferę jak sto pięćdziesiąt. Dobrze się złożyło, bo gdy wchodziłam do salonu, szef siedział na fotelu i jakaś dziunia do spraw obsługi klienta kluczowego i polerowania gablot – robiła mu zdjęcie komórką. Widząc, że oto wchodzi Szwadron Śmierci (ja i Zara Li), który bezlitośnie konstatuje ten jego być może jedyny w życiu narcystyczny moment i bezgłośnie prycha, bo nie ma nic śmieszniejszego na świecie niż facet pstrykający sobie selfie i to nawet nie samodzielnie pstrykający sobie selfie, ale za pomocą dziuni – przerywa gestem sesję zdjęciową, cały w ambarasie, raz dwa!, staje przy mnie i pyta: 

– Czym mogę służyć?

UNIŻENIE.

No to jadę. Bez ogródek. Bez dzień dobry. Dla kogo dobry, dla tego dobry. I tak:

N: Postaram się nie oceniać, tym bardziej, że ocena sama się nasuwa!  

Selfie-man: Będę wdzięczny, tym bardziej, że to nie ja jestem winien. 

N: A kto? 

SM: Diamenty. 

N: Diamenty winne! Bogu ducha chyba! Wyrwane z serca Ziemi przepiękne kamienie szlachetne, które zostały SFUSZEROWANE?!

SM: Czy pani chce w zamian inny pierścionek?

N: Co?! Dobrze słyszę? Pan chce w miejsce mojego klejnotu, który MA IMIĘ, dać jakiś inny pierścionek?!

Kajał się. Wziął Pana Demonium ostrożnie w ręce, z drżeniem się nim zajął. Obiecał, że brylanty choćby spod ziemi wykopie i osobiście od nowa zakuje. No może nie osobiście, ale głową ręcząc. 

A ja po raz pierwszy od śmierci złożyłam podpis na dokumencie reklamacyjnym. Noemi Susenbach. Trzęsła mi się dłoń. 

No i sprawa załatwiona. Tymczasem dopadły mnie kolejne problemy, bo jak się okazuje – w raju spokojnie wcale nie jest. Bynajmniej. 

Są pewne instytucje, które nawet po śmierci cię dopadną. Jedną z nich jest ZUS. 

Słowo honoru. ZUS mnie dopadł. I już im raz odpisałam, że nie żyję, a jeśli chodzi o kasę, to ściślej mówiąc: nie mam za co żyć. Ale nie dotarło. Będąc duchem trudno odpisać tak, żeby dotarło. Choć trzeba. 

Jak się przekonuję, są rzeczy, które trzeba bez względu na fizyczną wykonalność. To jest tak, jakbyś stała przed wielką boginią Nemezis i mówiła: ej, serio, to się nie da – a ona nawet ramionami nie wzruszy, tylko patrzy ci głęboko w oczy, tak głęboko, że masz ciary i wtedy dociera do ciebie nieuchronność jej decyzji.

MUSISZ. 

Obiecałam sobie, że nie siądę do pisania, zanim się z tym ZUS-em nie rozprawię. I tu się zaczęły schody. Bo ja bardzo lubię pisać, dokładnie tak samo, jak Krucy lubi latać. To się lubi strasznie, po prostu uwielbia. I teraz się stoi przed tą Nemezis i ona oznajmia:

– Mam dwie wiadomości, jedną dobrą, drugą złą. Którą chcesz najpierw?

– Dobrą. 

– Możesz pisać, kiedy chcesz. 

– Juhu!!!

– Druga wiadomość jest taka, że musisz najpierw ogarnąć ZUS. 

Aaaaa!!! Nie! O Boże! Tak się nie robi! To jakbyś wzięła dzieciaka na basen i kazała najpierw w brodziku dwie godziny (CONAJMNIEJ) spędzić, żeby potem pozwolić na zjeżdżalnię!

Ogarnęłam. Ogarnęłam to w try-pindy pisząc w sumie całkiem przyzwoite rzeczy, bo jedynie prawdę. Wiecie, o co chodzi z tym, że mi się zawsze wszystkie wątki zapętlają? Bo ja nigdy nie zmyślam. Zmyślanie jest dla ludzi, którym się w życiu nudzi. W moim jest siwy dym. To co ja jeszcze będę dokładać? 

Niemniej ogarnęłam, napisałam, wysłałam i nie mój problem chwilowo. Człowiek nawet w spokoju umrzeć nie może. Hieny. 

Wyjdźmy z krypty. 

Więcej napisać nie mogę. 

Zjeżdżalnia jest dobra, ale męczy. A ja po chorobie. I śmierci. 

… Na marmur się im dorzucać! Sama nagrobka nawet nie mam. 

Dobra, Ocean Pomarańczowy. Szatan Kometa dał mi książkę. On wie, że mnie już niewiele zachwyca (trudny stan), a jednak potrzebuję paliwa, bo zjeżdżać na zjeżdżalni każdy debil potrafi. Parafrazując No, rzecz jasna. Ale latać w siedem de przez przestrzeń kosmiczną to już trzeba paliwa. 

I on dał mi tę książkę. 

Andrzej Sapkowski. 

„Ostatnie życzenie”. 

Byłam przekonana, że jeśli napiszę tu o jakiejkolwiek książce, to z pewnością będzie to tylko MOJA książka. Dla kogoś to już się narobiłam. 

Tymczasem proszę. I to mężczyzna! Nie wierzę. A jednak. 

Mam za sobą pierwsze opowiadanie o strzygach, właściwie o strzydze jednej, która była królewną. Brzmi jak brzmi. Ale ma potencjał. Tym potencjałem jest Głos Rozsądku o numerze 1., który opowiada o dziewczynie z oczami rusałki, co ją widziano w okolicach RUMIANKOWEGO MORZA. 

Andrzej, jesteśmy z pobliskich planet. Tyle ci powiem. Może być, że się nie rozstaniemy. Trochę ci już zazdroszczę. Poznania mnie. 

Sami widzicie, jak to się dzieje. Ledwo udostępniłam go światu (Ocean Pomarańczowy), a już znalazł kolegę. Wszechświat jest niesamowity. To się samo dzieje. Wystarczy zaufać. 

No i ostatnie. Nuna się znalazła. Konkretnie przyszła z lasu do mieszkania Wió, stanęła pod oknem i rozdarła się jak klasyczna dziewczyna z Kętrzyna. A potem przyszła Ewelement i pstryknęła to zdjęcie. I nikt mi nic nie zrobi, bo sami widzicie, jaki to rodzaj fotografii. 

Przyszła z lasu, stanęła pod oknem i rozdarła się jak klasyczna dziewczyna z Kętrzyna…