Czelencz Raszia

Kiedy człowiek przychodzi na świat (WW), dostaje pakiet emocji. Cała sztuka polega na tym, żeby nauczyć się korzystać z pakietu, ale nie dać się zapakietować.

Gdy przyszła moja kolej, zamiast wziąć zwykły pakiet, który brali wszyscy, już wtedy zdradzając swój charakter – sięgnęłam po pakiet ekstra.

Bardzo bym nie chciała spotkać osoby, która – jak ja – sięgnęła po pakiet ekstra.

Wyplątanie się z mojego zapakietowania zajęło mi sporo czasu. A i wyplątana nie jestem do końca bezpieczna. Pamiętajmy, mówimy o wersji turbo. Dla lepszego wyjaśnienia posłużę się kotem.

Wszyscy ludzie wokół lubią kotki, nie ma sprawy. Wziąć kota do domu? Zwykła rzecz. Nikt się nie dziwi. Dziwić się zaczynają po trzecim kocie, ale i to przechodzi do normy pod kategorią: „dziwna ciotka”. Koty łażą jej po głowie i stołach, nie czyniąc specjalnego zagrożenia. Najwyżej, gdy umrze, ją zjedzą. Przynajmniej jakiś pożytek. Inaczej sprawy się mają, gdy zamiast kotka, przyprowadza się do domu panterę.

To właśnie mój przykład.

Moja pantera nazywa się Czelencz Raszia. I dopiero niedawno ją oswoiłam. Ale zanim to się stało, omal nie doszło do tragedii. Według niektórych doszło. Co zresztą jest jednym z zagadnień w temacie oswajania Czelencz. Test leci tak:

Co zrobić, gdy twoi znajomi wraz z rodziną twierdzą, że zwariowałaś?

  1. Bardzo się tym przejmować i podejmować nieustające próby przekonywania, że to nieprawda.
  2. Mieć to w dupie.

Pantera jest bezlitosna. Za każdym razem, gdy stosujesz punkt pierwszy, dostajesz pazurami przez łeb. Aż do skutku. Aż do wybicia z głowy choćby mgły po pamięci jednego słowa z punktu pierwszego.

Wtedy z drapieżnej francy zamienia się w plusz i ciepłem swego ciała tuli cię do snu.

Czelencz Raszia, Noemi Susenbach