Ziarno

Eligiuszu, ach, Eligiuszu! Zabrałeś mnie na łąkę wśród maków, tę samą, której mi tak brakowało. Jesteś czarnym motylem poezji, zdumionym prozą życia. Tak łatwo poszarpać ci skrzydła!

Nic nie powiem. Nie mogę.

Miałam dziś pisać o niczym. O niczym zupełnie. I pewnie by poszło jak burza, gdyby nie on. Gdyby nie on…

STOP.

O niczym. O niedzielnym popołudniu z nutą Summer in the city w tle. O parzeniu herbaty. O parzeniu herbaty zielonej. O tym, że Szaman fusy wyrzucił, moje święte fusy (!) i o to była poranna awantura. A już prawie Wiłka zaproszona na melanż. Od trzech dni nic tylko świętujemy, spotykamy się, a to z Wiłką-Nadią, a to z Ziarnem, a to z Nataszą.

(Wczoraj na plaży spotykamy Nataszę, która mnie rozpoznaje z poprzedniego życia. Patrzy, patrzy, patrzy i nagle bum, wypala z rakiety, że ona mnie zna. Pamięta. Sprzed śmierci. I że: jak to?!)

Od trzech dni kołyszemy się wśród fal oceanu, na jednostce pływającej o nazwie Arka Noemi. W jednostce mieszczą się podobno (wg producenta) dwie osoby. Uważam to za dyskusyjne. Owszem, Leo z Bellą chwilowo nieobecni. Polują. No wyleciała na biwak. Ewelement w swoim świecie. Amma na wyspie chrześcijańskiej. Czerwony Wędrowiec na wędrówce. Starzy przyjaciele za burtą….

Ale reszta tak. Reszta jak najbardziej tak. Nawet Ziarno się mieści. W weekend, mówi, pierdolę. Nie pracuje. I bach do łodzi. Ze mną. I na przestwór głęboki! I na fale mordercze!

Był raz marynarz, który

Żywił się wyłącznie pieprzem

Sypał pieprz do konfitury

I do zupy mlecznej!

– darłam się na cały akwen. Bo wiało. Burza szła w najlepsze, a Ziarno na środek morza ciągnie. Mówię, debilu, zginiemy, a oprócz nas zginie ten diabeł, twoja córka!

– Jeśli zginie, znaczy słaba! – krzyczy Ziarno, czym mnie od razu koi. A dla komfortu dodaje, że wiatr od lądu, wrócić będzie ciężko, oj, ciężko. I dalej w szanty.

Hej, tam kolejkę nalej!

Hej, tam kielichy wznieście!

Tak było. A dziś poezja ze wschodu, bo raz że Wiłka zaczęła tworzyć, dwa: Eligiusz.

Istnieje.


Latem w mieście drga powietrze

A nuty snują się po wietrze

Ziarno, Noemi Susenbach