Biały rower

Sytuacja jest bardzo trudna. Rozmawiałam o tym z Eligiuszem. Jaka sytuacja jest trudna? Na przykład pierwsza wieczność po skończeniu dzieła.

Kiedy tworzysz, doświadczasz ekstazy. Dosłownie lecisz karuzelą łańcuchową przez przestrzeń kosmiczną, wokół wybuchają kolory i niespodzianki. Aż tu nagle: buch, koniec. Stawiasz kropkę i otwiera się otchłań.

CO TERAZ?!

NIC.

Nicość absolutna. Bez prawa do niczego. Bo spieprzysz.

To nie jest łatwe. To jest straszne. Tym straszniejsze, że cały mozół (tak, mozół!) na karuzeli, wszystkie te piruety galaktyczne działy się przecież z prędkością kosmiczną, kuźwa, piątą. Szybko, szybko, szybko!!! Jakby kto gnał. Jakby niewidzialny Bóg Dyrektor wymownie patrząc na zegarek, mełł pod nosem niewypowiedziane „ileż można…”.

I oto proszę, stopery stop.

Bóg Dyrektor patrzy.

Drapie się po nosie.

Owszem, ma ochotę poprawić, maznąć gdzieniegdzie. Ale nie. Skończone to skończone. Nie ma co poprawiać. Pat. No więc moja sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Jestem w trakcie malowania ramy roweru.

Szaman znosi do arki żelastwo. Z tego żelastwa wydłubuje szprychy, korby, kliny, suporty, widelce. I potem składa to wszystko w najpiękniejszy rower świata. Do tej pory zrobił jedenaście rowerów. Wśród nich pojawiła się Nemezis. Biały Kruk. Mój rower.

Położyłam drugą warstwę. Czekam aż wyschnie.

Ta sytuacja jest trudna.