NIE.

Chwila, w której człowiek pojmuje, że nie jest w stanie kłamać choćby przez ułamek sekundy – jest straszna. Ten moment konfrontacji z samotnością i ta kategoryczna, nieustępliwa prawda mają w sobie coś z przemocy. Potrzask. Klatka. A jednak wolność!

Wolność, której istotą jest absolutna, nieubłagana autonomia. Stan bez podpórek. I żadnych więcej kompromisów, żadnej ustępliwości, żadnego grania w czyjąś grę. Żadnego zgadzania się na pierdolenie o niczym, żadnego udawania, że nie wiem, podczas gdy przecież wiem.

To jest właśnie ta chwila.

Cisza, jak w górach. I jak okiem sięgnąć, pusto. Przepaście bezdenne, ostrza szczytów, chmury, chmury, chmury. No i, oczywiście, deszcz.

Burza z piorunami! A ja sama. Może nie sama, bo jednak Szaman targa plecak. Ogólnie z Szamanem jest zawsze wygryw, bo on nie tylko targa plecak, ale jeszcze w międzyczasie skonstruował rower elektryczny oraz spadochron w razie jakby co.

O Arce Noemi nie wspomnę. Bo w górach jesteśmy, nie na morzu. Chociaż na morzu też, oj, na morzu też. W odmętach Oceanu Pomarańczowego pływają zwłoki „przyjaciół”.

– NIE.

To podobno pierwsze słowo Eve. Mnie aż tak nie rozpieszczano. Małych śmierci się nie rozpieszcza. Małe śmierci zgadzają się na wszystko, bo małe śmierci przepraszają, że żyją.

Przychodzi jednak dzień, gdy mała śmierć przestaje być już taka mała. Owszem, ma w sobie tę dziecięcość, zabawne dreptanie i pajacowanie w ogrodzie. Ja po prostu nie mam wzrostu. Ale w środku jest stalowy trzpień, kościotrup z tytanu.

NIE.

To pierwsze słowo dorosłej małej śmierci. Przeszło przez ściśnięte gardło. Wybrzmiało. Jest na świecie.

I już nigdy na tym świecie nie będzie tak jak przedtem.

Ocean Pomarańczowy, Noemi Susenbach