Biegnij.

Mało komu się udaje. Ofiar jest sporo, sporo jest też takich, co stają pośrodku drogi i sparaliżowani strachem, zastygają w bezruchu. Niektórzy jednak, zaintrygowani majaczącą w oddali obietnicą odpowiedzi – biegną.

Biegną co tchu, choć dech odbiera to i tamto i jeszcze tamto… o Boże, ile tego!? Znikają mgły i dywany, zostaje już tylko to, co pod nimi i to się chyba wije i to chyba krzyczy, a to i tak nic, bo nawet jeśli się wije i nawet jeśli krzyczy to przecież nie jest jeszcze tak czarne i tak straszne jak tamten cichy płacz…

Mogłabym nic nie pisać, mogłabym nic nie robić, mogłabym się zamienić w kamień, najlepiej: w diament, bo to najczystsza forma węgla, który przestał wreszcie być taki zajebiście aktywny i nie wiąże już nic, absolutnie nic poza samym sobą. Mogłabym.

Mogłabym karmić kruki. Szaman gdzieś przeczytał, że to bardzo wdzięczne zwierzęta. W zamian za karmę przynoszą śrubki i wkrętełka. To by się przydało. To by było dobre.

Biegnij.

Sztuka polega na tym, żeby biec tylko tymi drogami, których się nie zna. I nie bać się.

Nie bać.

Biegnij. Noemi Susenbach