Pani K.

Znać, że koleżanka Pana Demonium?

Gdybym była Ammą, rzekłabym „po moim trupie”. Ale na szczęście śmierć mnie nie dotyczy.

Chyba że mała.

Wracając do Pana Demonium: nikomu go nie oddam. Koniec tematu. Żadnych wymianek, zamianek na inny klejnot, żadnych tańszych kamieni. Cokolwiek bym na jego miejsce przyjęła, miałoby imię: Pani K.

Nie ulegam. Droga „koleżanka” nigdy więc koleżanką nie będzie, mało tego – w ogóle jej nie będzie. Pamiętacie Enemwu, Nieistniejącego Męża Wifi? Pierwszy bohater literacki, którego nie ma. Pani K. jest pierwszą taką bohaterką. Przywitajmy ją należnym nieistniejącym bohaterom milczeniem. I nie wymagam minuty, wystarczy sekunda. Sekunda milczenia to już coś, zwłaszcza w dzisiejszym świecie.

Diamenty. Dlaczego: are a girl’s best friends? Bo są. Ich istnienie jest prawdą. Prawdą, aczkolwiek mniej korzystną jest także ich brak. Druga sytuacja jest bardzo daleko od OK. Nie wiem, czemu tyle kobiet się na nią zgadza.

Żeby nie było (bo zaraz będzie!): – inne kamienie też się liczą. Szafir jak najbardziej. Rubin. Szmaragd. Rzecz w tym, że są to kamienie drogocenne. A drogocenne, znaczy: DROGIE. Zwłaszcza dla niego.

Dobry przyjaciel to ten, który powie prawdę. A Pan Demonium mówi bezustannie. Gubisz diamenty, gubisz przyjaciół. Fakt. Ale przecież jubiler wyjaśnił. On się czyści. Odrzuca kamienie, które nie pasują. I bardzo dobrze. Czyż można się doszukać sensu w noszeniu nieczystych diamentów? Na cholerę dźwigać kaprawe towarzystwo?

Jeśli bym oddała Pana Demonium, nic więcej bym się nie dowiedziała. Tkwiłabym z Panią K. w brązowej strefie i tylko to widziała, co w brązowej strefie bywa.

Nie diamenty.

Pani K. Noemi Susenbach