Nieobecność

Śniło mi się, że sprzeciwiłam się autorytetowi i porwałam tłum. Ktoś spytał, jak tego dokonałam. Odparłam:

– To proste. Wystarczy przystawić pistolet do skroni.

Niestety, nic więcej nie zdążyłam wyjaśnić, bo zadzwoniła Bella. I cała w nerwach, że jak to? Wyjechałam, wyjeżdżam, gdzie, co? Ona na melanżu od tygodnia, nie wie, co się dzieje, a tymczasem: MNIE NIE MA?!

Muszę przyznać, że uwielbiam ten stan. Ten, w którym mnie nie ma. Jest to coś absolutnie wybornego. Nieobecność jest wyraźniejsza od obecności. Wie to bodaj każda matka, której dziecko nagle znika z pola widzenia. Jak ona wtedy kocha! Jak dba! Rozstrzęsiona nagłym przypływem miłości zawiadamia wszystkich sąsiadów, może nawet władzę o swym rozpalonym do czerwoności uczuciu. Rzecz się diametralnie zmienia, gdy obecność wraca. Miłość gaśnie, ustępuje miejsca wściekłości, którą przez zaciśnięte zęby słychać: jeszcze raz mi znikniesz…

– …to zabiję – chciałoby się dodać, ale za dużo sąsiadów wokół. No i policja, więc grząsko.

Logika podpowiada, że to nie ma sensu i każde rozumne dziecko znika ponownie. Z powrotem się jednak nie spieszy. Niech się uczucie wzmocni. Niech wzrasta.

Bella mówi, że tak w ogóle to może być problem z tym powrotem, bo znów zamkną granice. Z powodu choroby bezobjawowej. Stwierdzonej na całym świecie, po wszystkich stronach granic. Należy więc zachować ostrożność, bo jeszcze, nie daj Boże, rozniesie się ten brak objawów, który obecny jest wszędzie.

Logika podpowiada, że to nie ma sensu?

Logika, kochani, jest nieobecna, zwinęła swoje dwie kiecki w kolorze czarnym i prysnęła w mrok. Z powrotem się spieszyć nie będzie. Niech się uczucie wzmocni.

Niech wzrasta.

Nieobecność. Noemi Susenbach