Polska ulica

Dzieciństwo to, eufemistycznie mówiąc, był turbohorror. Podczas świąt wujek z dziadkiem bili się pięściami, a po ścianach tryskała krew. Gdy była impreza, przypadkowe pijane pary trafiały do mojego łóżeczka. I żeby sobie porzygać do miski. Kiedyś z tego powodu nie spałam całą noc, nazajutrz musiałam iść do szkoły. Amma była zła, że przyniosłam tylko czwórkę.

Zero zmiłuj.

Przez cały ten czas pisałam pamiętniki. To mi pomagało. Nikt nie zwracał uwagi na skuloną w kącie dziewczynkę, która coś tam sobie zapisuje. Tak rozpoczęła się kronika mojego życia.

Piszę do dziś. I nikt mi tego nie zabroni, choćby bardzo chciał. A jeśli (co już się zdarzało) ktoś się obrazi za prawdę, to KURWA PROSZĘ BARDZO. Przynajmniej nie będzie mi dupy zwracał.

Rodzice są przereklamowani. I bardzo chcę zrobić taki rysunek. Laurkę. Chciałabym tu zakląć siarczyście, ale literatura nie lubi powtórzeń.

Ten, kto wymyślił czwarte przykazanie, NIE JEST BOGIEM. To potężna ściema, która jak zatruty szpikulec skorpiona dźga ludzkość od tysięcy lat. Nie ma w przyrodzie takiego kuriozum. Szacunek bez podstaw nie istnieje. Nikt nie może rościć sobie pretensji o cześć tylko i wyłącznie z tego powodu, że uprawiał seks.

Żebym przestała pisać, trzeba by mnie zabić. Ale mnie się zabić nie da, gdyż jestem nieśmiertelna. Martwa już byłam.

Piszę to ze szczególnym adresowaniem. Tam, gdzie trafia głównie słowo pisane, do tych zniemczonych polaczków, którzy są jeszcze bardziej niż Niemcy. Chociaż do Ammy też. Zabij mnie. Boże, jak mnie zabij. Za wszystko. Za wszystko, co jeszcze o swoim życiu, które tak niefortunnie się z twoim splotło – napiszę.

POWODZENIA.

Jedna rzecz mnie nurtuje. Po kim odziedziczyłam inteligencję?

  1. Po leniwej matronie z odwieczną migreną, która tak naprawdę jest kacem?
  2. Po sztywnym paniczu, tak skąpym i do tego głupim, że byle niepiśmienna baba skubie go do zera?

Jest jeszcze opcja, o której mówił Leo, czyli bodaj sześćdziesiąt procent to wychowanie. Jeśli przyjąć tę rozhisteryzowaną figurę, którą jest Czerwony Wędrowiec, trzeba by odjąć właściwie większość życia. Bo był nieobecny.

Obecny był za to ten super-hero Ammy, co mnie uderzył pięścią w twarz. I tym uderzeniem zakończył wszelki na mnie wpływ.

Zatem wychowała mnie polska ulica.

O Boże, jak dobrze, że nie niemiecka!

– Halo…

Polska ulica. Noemi Susenbach