Flaja

– Wpadła mi mucha do piwa, wyleciała i nadal lata! – to dawne słowa Węża. Poczucie humoru u mężczyzny to coś w rodzaju koła ratunkowego na rozszalałym rzeczywistością morzu. Wszystko się wali dookoła, lecą w ruinę światy, a ciebie bujają fale i chichoczesz jak dziecko. Na tym kole można przepłynąć dookoła świata. I albo zaczniesz zwiedzać, albo się ze strachu…

Przekleństwa są jak czas przeszły. Nie używam.

Siedzimy z Szamanem w kuchni i prowadzimy rozmowę na temat połknięcia muchy z piwem. Chodzi o to, że wpadła mi mucha do piwa, ale nie wyleciała. I nadal nie lata. Szaman to widzi i już nie ma czasu mnie ostrzec, gdy przechylam kufel, zdąża ją jeno pożegnać.

Docierają do mnie jego słowa po chwili. Mucha jest już częścią mnie. I zaczyna się dyskusja. Bo ciało jak ciało, białko się wchłonie i tyle. Ale co ze świadomością? Wszak nic w przyrodzie nie ginie. Pamiętacie kultową kreację Jeffa Goldbluma? Czy zatem świadomość muchy przenika do mojej? A jeśli tak, to jaki ma wpływ? Na psychikę? Czy, wzorem amazońskiej żaby, że tak się kolokwialnie wyrażę: „klepie”?

A jeśli klepie i to się rozejdzie (dajmy na to, przez internet), czy ludzkość zacznie spożywać muchy?

– Tak – odpowiada No.

Tak.

Flaja. Noemi Susenbach