Black Hole Sun

Śnią mi się czarne flagi. Gęsty tłum sunie po ulicy, a na wietrze łopocze czerń. Nadjeżdżają wozy policyjne. Ktoś krzyczy przez megafon. Chowam się w lesie, las jest gęsty, nieprzezierny. Z drzew spadają gałęzie, nie wiem, czy mnie któraś trafi i czuję się dokładnie tak, jakbym uciekała od Ammy.

Nadchodzi burza. Jeźdźcy Apokalipsy, przebrani za polityków, zalewają świat. W gazecie piszą, że będziemy umierać w domu. Nie trzeba czytać gazet. Wystarczy spojrzeć w gwiazdy.

Politycy nie noszą masek. Nie muszą, wszak nie mają twarzy.

Czy NIC jest atrakcyjne? Pipi twierdzi, że tak. Mówi o tym z ekscytacją. Nie ma emocji, nie ma uczuć, nie ma żalu, nie ma już nawet emki. Tylko absolutny, czysty mrok.

Czerń wyszczupla. To najdoskonalsza metoda zniknięcia. Żadne kapsułki z kapsaicyną nie mogą się równać. Absolutny, czysty mrok to absolutny, czysty BRAK. Brak, którego nic nie wypełni, bo przecież niczego nie ma. Kto wytrzyma ten ból? Pipi ma zabawę. Jeźdźcy Apokalipsy też. Ale są tacy, co się boją. Jest ich sporo. Właściwie większość.

Właściwie wszyscy.

Black Hole Sun. Noemi Susenbach