Strasznie stara dusza

Sny moje są niespokojne, pełne żaru i potu. Dawne krzywdy zmieniają się w truciznę, którą wypluwam ze wstrętem. Nie mam siły dokończyć obrazu, nie mam siły się cieszyć. A jednak się wlokę przez czas, od dnia do dnia, wzdłuż kalendarza, do końca. Do końca miesiąca, do końca roku, do końca zimy. Każdy dzień przynosi mi nowe wcielenie. Raz jestem wiatrem, raz ogniem, czasami też: kamieniem. Dziś się rozpływam we mgle niczym duch święty. Mogłabym nosić nad głową języki ognia, jednak szkoda firan. Kot je lubi. Tak bardzo, że właściwie niewiele z nich zostawia. 

Podają w mediach, że klientka floatingu nie żyje. Umiera podczas deprywacji sensorycznej, w głębokim transie, gdzieś między wymiarami. Dzieje się to dokładnie w tej samej chwili, gdy postanawiam skorzystać. Grzęzną moje pragnienia. Kabina zamknięta, koniec relaksu. Kto by się spodziewał, że świat bez bodźców jest lepszy? 

Robię test w internecie, jak stara jest moja dusza. Wychodzi, że najstarsza. Czy jestem Kleopatrą? Pamiętam drugą wojnę? A może umieram w komorze odpływowej? Najważniejsze, że już koniec. Jestem zmęczona piruetami na lodzie ludzkich serc.