Fala Przeznaczenia

Najważniejsze: nie planować. Los jest jak fala oceanu. Kto się z nią zmaga w imię zapisków w terminarzu – tonie zmiażdżony. Zabawa w tym, by dać się ponieść. Bez bagażu, bez notesu, bez kalendarza.

Nikt nie zna przyszłości, wszelkie więc na nią zakusy tylko bawią bogów. Im bardziej dopięta sprawa, tym bardziej spektakularne fiasko. Idę przykładowo do rybnego po obiad, spotykam Bellę z Leo, ląduję na cyplu wśród fal, tańczę między kroplami deszczu i to by było na tyle w kwestii kulinarnych planów.

Ryba, owszem, wędruje ze mną. W którymś momencie wyprawy dostaję nawet przepis na dorsza. Gubię bez żalu. Wystarczy przecież, że zbliża się pełnia, morze wyrzuciło szkielet diabła, niebieski kosmiczny orzeł lata ponad głowami. Noc gęstnieje. Fala Przeznaczenia niesie mnie przez odmęty i nie wiadomo, nie wiadomo, absolutnie nic nie wiadomo.
Poza tym, że JESTEM.

Fala Przeznaczenia. Noemi Susenbach