Nife, jądro Ziemi

Serce. Rytm miarowy, częstotliwość niska. Każde drgnienie daje następnemu sił. Życie się życiem napędza. Ale wystarczy na chwilę przestać oddychać. 

Im dalej, tym trudniej. Śmierć jest jak rzeka, nieskończony nurt. Płynę wzdłuż kajakiem, wiosłem odpycham ciała. Woda ma kolor czerwony. 

Poruszam się z prędkością trzydziestu kilometrów na sekundę. Zwykle więc jestem daleko. W tym wymiarze światło ma kolor pomarańczy. A czas nie zatacza koła. Płynie po elipsie. Każdy dzień rozkręca kolejny, większy, mocniejszy. Raz, dwa, cztery, szesnaście…

Splątane kości bolą. Ból to wołanie ciała. Informacja. Matematyczna łza. Napinam więc mięśnie, wyszarpuję kości. Mozolnie osadzam je w stawach. 

Czeka mnie podróż wgłąb Ziemi. Przez sam jej płynny środek. Podobno ciepło. Rzeczy raczej zbędne. O kryształ nietrudno. Wolno palić. Raj. 

Lubię ogniste krzewy. Płoną zakazami. NIE I NIE, TAK I TAK! A JAK NIE TO TAK! A JAK TAK TO NIE! Prawdziwe bungee jumping, żal tylko, że na żadnym opakowaniu nie można przestrzec: Uwaga! Strasznie ten krzaczek klepie. 
Nie umiesz, to nie pal lepiej. 

Mam kilkanaście lat
Oto przychodzę na świat
Oddycham coraz lżej 
Ważę coraz mniej 

To znak 

Że zmieniam się w diabelski wiatr

Nife. Noemi Susenbach