Przyjaciółki

Sny są zaszyfrowane. Rozumiem je tylko wtedy, gdy śnię. Potem zmieniają się w kamień. Choć trzeba przyznać, owszem, w kamieniu też można dojrzeć cień wspomnień. 

Dwie przyjaciółki. Jedna z nich to śmierć. Pamiętamy jej imię. Znaleziona na ulicy, przy śmietniku, pusta w środku, wypatroszona, porwana. Obraz nieszczęścia. Doprowadzona do ładu, nudzi się szybko. Fanty jej nie wystarczają, czarne wstążeczki nie bawią. Ona chce KOGOŚ. 

Odzywają się kamienie. Nie, nie te zwykłe, z pola, z drogi, z plaży. Chociaż te też. Owszem, też. Wszystkie kamienie świata wołają ku śmierci swój niemy odzew. Ale najmocniej (bo nie najgłośniej) krzyczą kamienie szlachetne. 

Co znaczy: krzyczeć najmocniej? To krzyczeć tak, żeby wola wyrażona w krzyku została spełniona. I to pędem. Bo woła przeznaczenie

Los jest spisany w kamieniu, kamień jest sercem losu. Z kamieni szlachetnych powstaje druga przyjaciółka, maleńka laleczka, w którą nie da się wbić igiełki. Jej twarde ciało stawia taki opór, że choć filigranowe – jest nie do zdobycia. 

Dama. W czarnej sukience. Włosy zdobi perłą. Z natury uparta. Empatyczna, łatwowierna. Oczywiście do czasu, bo jak się Czas odezwie: bezwględna. Ma na imię Makulara i świetnie pasuje do śmierci. 

Tylko jest jeden problem. Makulara z jakiegoś powodu nie lubi dzieci. To znaczy, może lubi, ale nie umie. To znaczy, może umie, ale nie wie. To znaczy wie… 

Tymczasem śmierć spodziewa się dziecka. 

Przyjaciółki. Noemi Susenbach