Przyszłością zajmę się jutro

Jestem u celu. W samiusieńkim centrum siebie. Kto by pomyślał? Wędrówka przez dżunglę, a na końcu, zamiast Szamana z pucharem – ja sama. 
Na jakim końcu?
Na początku. 

Układam myśli na półkach umysłu. W kosteczkę. Kolorami. Porządek jak u rasowej Panny. Przeszłość pakuję do worków, przyszłością zajmę się jutro. Dziś pierwszy dzień bez bólu w ramieniu. Poza rozlanym na dachach słońcu i podniebnym błyskiem piór mew, stanowi to niemożliwy do zlekceważenia powód euforii. 

Owszem, mam plan na życie. Jego doskonałość polega na tym, że może się nie udać. Pozwalam ze wzruszeniem. Ramion.