Bogini obfitości

Czytam o bogini Lakshmi. A jeszcze bardziej, choć nie wiem, czy to aby nie bluźnierstwo: o swojej matce. I widzę ją, włosy rozpuszczone, płaszcz rozpięty, na twarzy uśmiech, stoi w jakiejś żabce, spokojnie czeka aż skończę, ale ja wciąż nie mogę, bo pozuję, dziwnym trafem ktoś mi w tej żabce robi zdjęcia, w sumie mam już tego dość, pierdolę, idziemy do domu, zapalimy, pogadamy, pogadamy, pogadamy. 

Emocja zupełnie nowa. Duma. Inni mają dziwne matki, a ja mam taką fajną. Wystarczy spojrzeć na ten uśmiech. Wystarczy zrozumieć.