Komnata tajemnic

Na pewno nie dziś! Dziś Bóg odpoczywa. Święty czas oddechu jest krótki, proces twórczy nie kończy się nigdy. No więc na pewno dziś niczego nie zrobię, po nic nie pójdę, nic nie załatwię, do nikogo nie zadzwonię, podmuchem swego istnienia powietrza nie zmącę. Inna rzecz, że i tak się zbyt wiele dzieje. Samo. Beze mnie. Szok. 

Śni mi się komnata. Wiele komnat. Coś jak zamek, hotel w zamku. Komnaty się otwierają, mijam je wraz z tłumem wesołych panien, które w panieńskim stylu wołają: zamawiam! Zamawiam ten pokój! A ja ten! Najlepsze zajmują, muszę się spieszyć. I nagle kolejne drzwi na oścież, widzę komnatę z wykuszem, w wykuszu balkon jak u Draculi. Zamawiam! – krzyczę. 

Z komnaty jest przejście do innych pokoi, jest tego dużo, jakby apartament. Ale ja chcę tylko ten z balkonem, nic więcej. Dla mnie i dla mojej przyjaciółki. Gdzie się ona podziała? Zaraz przyjdzie, podaję w recepcji jej dane, imię, nazwisko dobrze mi znane. 

Przychodzi. Ja pod sufit skaczę, zobacz jaki wypas, a ona jakby nie do końca przekonana, coś jej nie pasuje. Co jest nie tak?!

– Zbyt tajemniczo – mówi. – Tu jest NIE WIADOMO JAK.


Komnata tajemnic. Noemi Susenbach