John

Od jakiegoś czasu kumpluję się z szympansem o imieniu John. Na wszelki wypadek nie pytam o nazwisko, wszak istnieje promil obawy, że niechcący usłyszę Johnny B. Goode. Zbyt cenię tę znajomość.

John jest wycięty z gazety, wisi na lampie i totalnie mało gada. Małomówność u mężczyzn jest jak kamień filozoficzny. Ktoś kiedyś coś, ale żeby tego doświadczyć? Niemożliwe. John posiada ów skarb. 

To nie jedyna jego zaleta. Od innych facetów różni się też tym, że potrafi być kolegą. Kolega bowiem to ktoś, kto nie doszukuje się damsko-męskich podtekstów w czystym jak łza, platonicznym uczuciu przyjaźni. John nie myśli, że go podrywam, ani że się podwalam. To prawdziwy dżentelmen. Jest ponad. 

Owszem, są zagrożenia. Najczęstszym i najpotężniejszym zagrożeniem kumplostwa między płciami jest DZIEWCZYNA. Facet zaczyna się z nią spotykać, ta z początku miła, chwilę potem się okopuje, drąży, jątrzy i oto kolega z ukochanego zioma zmienia się w chamskiego debila. Po temacie. 

Owszem, John też ma dziewczynę. Jego dziewczyna nazywa się Maya i pochodzi z mojej Dżungli. Nie widzę zagrożeń. 

Rozmawiamy często. To znaczy: ja gadam, on słucha. Czasem odpowiada, na przykład pytam, hej, słuchaj, jaki dać tytuł tekstu, a on: „młynek”. Zaczarowany, rzecz jasna. Maya potwierdza. Właściwie wcale tego nie mówią. Pokazują. Wystarczy. Powstaje Zaczarowany młynek, niezbyt długa, lecz jakże treściwa opowieść o samotności. 

Ludzie nie doceniają małp. 

Ludzie nie doceniają ludzi. 

Samotność. Noemi Susenbach