Eschilo

Znam dobrze ten stan. Muszę coś zrobić. MUSZĘ. Czemu muszę? Bo TRZEBA. 

Z tej logiki wynika dużo spraw. Czasem całe, zagrzebane w drobnych obowiązkach, życie. Baba z góry w kółko odkurza. Albo pierze. Albo coś tłucze w kuchni. Nie można powiedzieć, żeby nic nie robiła. Doskonale wpisana w tryb MUSZĘ, aktywnie popycha kolejne dni swojego życia wstecz. Bo przecież nie do przodu. 

Czarownice latają na miotle, Baba na odkurzaczu. Prawdopodobnie nigdy nie spłonie na stosie. Po prostu się zredukuje do kurzu i puf! – stary, jakże wysłużony odkurzacz wciągnie ją w swe trzewia. 

Muszę coś zrobić. Muszę. Ach, gdybym tylko mogła być Babą! Wzięłabym się za naczynia, okna, podłogi. Albo prasowanie. Ileż to roboty! Do siedemnastej by zeszło. A potem już tylko kotlety i z głowy. Jeszcze telewizja wieczorem i można spokojnie odhaczyć ten dzień. 

Na szczęście jesteśmy coraz bliżej śmierci. Bo przecież nie ma takiej maseczki, która by tę śmierć zniszczyła. Nawet jak się założy na oczy. Nie działa. 

10:39

Może namaluję obraz? Mam płótno, farby. Czas. 

11:04

Zdrapuję naklejki z laptopa… 

Eschilo. Noemi Susenbach