Baby pamięci żałobnej rapsod

Wczoraj pełne wrażeń. Spotkanie z Bellą i Leo, konferencja medyczna, spacer po lesie. A potem dom się zaludnia, rozmowy do trzeciej nad ranem. Ledwie zasypiam, Baba z góry wali młotkiem. 

Przybija się do krzyża. 

Chwytam kij od szczotki, w odwecie walę w sufit, w suficie robią się dziury, stukanie nie ustaje. Wiadomości o treści: Jest niedziela, debilko! – odbijają się tylko od ściany. 

Nagle cisza. Czyżby koniec męki? Baba rozpięta na krzyżu kona? Płacze odkurzacz, płacze pralka. Pies nie płacze, bo zdechł. Żywot miał długi, wypełniony mozołem, drogą krzyżową polskiej kobiety: krzątaniną domową. Ale teraz już cisza, ostatni gwóźdź wbity, oko przez kruka wykolone, słowo w ciało (nieżywe) zmienione. 

A, nie! Czekajcie! Co tam się znów odpierdala?!

To Baba. 

Zmartwychwstała.