mały lęk

Czasem przychodzi mały lęk. Ma fryzurę rozczochraną, włosy czarne. Cały jest czarny i to bynajmniej nie jest elegancka czerń. 

Zatruwa każdą myśl, aż człowiek żałuje, że w ogóle myśli. Żeby go nie widzieć: nie patrzy. A ten rośnie. Jeszcze sekundę temu mały, teraz wypełnia pokój, przyszłość, nieskończoność. Przepaść. Zguba. Czarna dziura. Smolista nicość szepcze miliardem syków… 

No jasne, najlepiej zamknąć oczy! 

To oczywista ironia, zamknąć oczy: najgorzej. Bo gdy się je otworzy, lęk migiem znów maleje. A kiedy jest już naprawdę malutki, wskakuje na kolana, smarka nos w koszulkę, a z jego lewej stópki zsuwa się czarny bucik.