Morning song

Pustka. Cały świat sobie z nią radzi, poza mną. Tu wieje. Zaciąga. Nawet trochę duje i na nic zamykanie okien. Na nic zatyczki w uszach. 

Pocieszam się, że tak ma być. Nic, co odchodzi, nie jest mi przecież potrzebne. Balast rzeczy, wspomnień, znajomości, przeżyć. Wszystko jest jak woda, jak wiatr. Drąży ślady, formuje kształty, ale przepływa, przemija, znika. Nieważnieje.

Zmiana to proces twórczy, zwłaszcza, gdy jest destrukcją. Czarna farba jest tak samo ważna, jak biała: coś nie zapłonie, dopóki coś się nie zgaśnie. 

Tymczasem punkt zero, pustka, nic. Tylko ta piosenka. Utwór poranka, nuta pobudki. Zwykle poza preferencjami, nieco drażniąca i uparta melodia, kilka słów, diabli wiedzieć czemu tłukących się w kółko po wewnętrznym uchu:

Każdego dnia dziękuję bogu za to, że cię mam.