Noe na moście

Idę na spacer, na uszach słuchawki, niesie mnie hip-hopowa pieśń patriotyczna, odzyskamy ten kraj, odzyskamy Polskę. Nagle staję na moście, zatrzymuje mnie napis: 

WYJDŹ Z MATRIXA. 

Wskazówek żadnych. Żadnego Morfeusza, żadnej pigułki prawdy. Tylko zbita lufka nieopodal. A więc, co z tą Polską? Co z tym państwem, co to niby jest nasze

Jestem postacią fikcyjną. Składam się z kości i piór. Szkielet to zgliszcza, prawe skrzydło złamane. Ciasny labirynt systemów nie ułatwia ucieczki. Podobno jest spis powszechny. Mimo prawa o ochronie danych, trzeba ujawnić wszystko. I zaufać komuś, komu nie ma podstaw ufać. Bo jak nie, to grzywna. Pięć tysięcy, kurwa. 

WYJDŹ Z MATRIXA. 

Pół życia to sny, ktoś twierdzi, że nieważne. Brak radia, brak telewizji. Zamiast Wiadomości, interesuje mnie świadomość. Nic od nikogo nie chcę, za to oni coś chcą. Chrzest, komunia, podatki, na ZUS bandyckie składki. Siatki, pułapki, koloratki. Pedofilii przypadki. Przychodzę na świat, żeby im płacić?

WYJDŹ Z MATRIXA. 

Mam pieniądze, to je rozpierdalam. 
Palę, jaram, jaram*.

WYJDŹ Z MATRIXA. 

Wolność jest niebezpieczna. Życie grozi śmiercią. 



* Abradab, Kaliber 44, Czerwony Album.