Scena

Dzieciństwo. Szkoła. Apel z okazji Dnia Matki. Mam wyrecytować wiersz, ale ten, który dostaję od wychowawczyni, wydaje mi się pensjonarski i pusty, więc nikomu nic nie mówiąc, wymyślam własny. Jest wzruszający. Prawdziwy. Mój. Łamiącym się głosem przemawiam do mikrofonu. 

Efekt?

  1. Opierdol od wychowawczyni
  2. Opierdol od matki. 

Młodość. Śni mi się scena. Mam na niej wystąpić, ale nie pamiętam wiersza. Postanawiam wymyślić własny. Nie mam czasu. Postanawiam improwizować. Nie mam pomysłu. Wpadam w panikę. Znów dostanę opierdol?!

Dorosłość. Schodzę ze sceny. Zamiast występować, pora zacząć żyć.