Purpurowe fraktale

Nie ma żadnego końca. Jeśli cokolwiek się kończy, bach, zaraz się zaczyna. Od nowa.

Niedźwiedzie polarne wyglądają jak duchy. Jeśli zaś chodzi o duchy, najstraszniejszy jest duch Joli. Ledwo na nogach się trzyma (właściwie się nie trzyma), łysa głowa z przeogromnym guzem, reszta skurczona, kurczęca. Lubi się zjawiać w łazienkach, w odbiciach lustrzanych, tuż za plecami. Twierdzi, że się nie uda. Że ten atak, a przecież jest to atak kolejny – wcale nie oznacza sukcesu. Wręcz odwrotnie, jej zdaniem. Zżarta do połowy płacze, że boli. Chce się przytulić.

To jest trudne. Upiory mają dziwne zwyczaje. Wpijają się w zagłębienie nad obojczykiem. W to jeziorko życia. Stamtąd wysysają strach. 

Jeśli strachu brak, odpadają jak kleszcze. 

Jeszcze trudniejsze, żeby strachu nie było. Ale bywa, bywa. Lęk jest emocją, która może się znudzić. W jej miejscu pojawia się gniew, bo ileż można się bać? Spierdalaj więc Jola do grobu, czy gdzie tam sobie chcesz. A jak nie, to krzesłem. Ta, zamiast się słaniać, nagle rzutka, odbiera ciosy i szydzi: nie dasz rady, nie dasz rady! 

Sny są jasne jak śnieg. Purpurowe fraktale. Albo mnie kochasz taką, jaką jestem…, albo nie kochasz mnie wcale. 

Niedźwiedzie
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)