Ciało doskonale czarne

Im więcej oczekiwań, tym więcej rozczarowań. Wolność to stan pozbawiony obu. Pozostaje ciekawość, nieodłączna emocja widza. Widownia nigdy nie jest pusta. Na aksamitnych fotelach rozsiada się Noc i udaje, że jej nie ma. Tymczasem nie ma nic, czego by nie było. Poza przeszłością, syzyfowym głazem. I poza przyszłością. Syzyfowym głazem. Reszta, jak najbardziej: istnieje. Nawet wampir. Nawet duch. Nawet śmierć, koleżanka ze śmietnika. Kosiarka. Dźwięk pił tarczowych. Chrzęst raczych odnóży. 

Na zewnątrz taka ładna, a w środku zombie. Wciąga się do wewnątrz, zapada. Po cichu, dzień za dniem, uśmiech za uśmiechem, klatka po klatce, skręca się film życia, topi w masę, twardnieje w kulkę, ciało doskonale czarne. Pochłonie każde światło, wessie każdy promień. I oto zaczyna się taniec. Bal u szatana. Przeciąganie liny. Kto kogo pokona? 

Znów wygrywa ciekawość.