Biuro do spraw prezydenta

Mówią, że każdy człowiek ma w sobie rodzica. Obu! Na każdym kroku się za człowiekiem ciągną, przypieprzają, krytykują. Pilnują. 

Tymczasem zamiast matki, można mieć w sobie siostrę. Siostra uwielbia imprezy, pali blanty i zna wszystkie sekrety. Z kolei zamiast ojca: brat. Ziomek z długimi włosami, na rowerze. I tak superego przechytrzone, opieka zapewniona, życie z nieustającego egzaminu zmienia się w nieustającą zabawę. A starzy od obowiązków uwolnieni, wreszcie mogą doświadczyć nigdy przecież nie doświadczonej młodości. 

Ocenianie jest tak samo nudne jak wieczór poetycki, kolejne spotkanie autorskie z tą samą, uwielbianą przez władze autorką, której nikt nie czyta, ale można się wina napić za darmo. 

Najgorsze są te mikrofony. Rozgłos dla siedmiu osób. Widownia w mikropokoiku na szczotki. Powaga na twarzach. Słowa wielkie i niezrozumiałe. Zaduma w stylu: czy wyłączyłam żelazko? 

Przychodzi list z urzędu. Tytułują mnie Szanownym Panem. Po męsku. Wszak list głosi ocenę negatywną, rzecz trzeba wziąć na klatę. Korci, żeby zrobić z niego samolot. Wysłać przez okno, ku pewnej zagładzie. Tylko że zimno i wieje. Poza tym trochę szkoda. Czasem przydaje się kawałek papieru. 

Szanowny Panie! 

Biuro Prezydenta ds. Kultury informuje, że Komisja Gdańskiego Funduszu Promocji Wydawnictw ocenia negatywnie…

Dalej jest już nieczytelne, wysypało mi się z młynka. Robimy z siostrą LOL. 

LOL
Noemi Susenbach