Wiedźma kontrolerka

Z pochodzenia: żmija. Wygląda jak drut kolczasty. Kąsa z furią. Emocje. Wiadomo. Kobieta… 

Bliska znajoma papy Grabka, mieszka w jego piwnicach. Teraz, gdy już go nie ma, króluje na włościach i, jak to się w życiu okazuje, on przy niej to małe miki. 

Nikt nie zadaje bólu jak ona. 

Na zewnątrz pełna luzu, koleżanka z każdym. Udaje, że jej nie ma. A w środku odlicza sekundy. Przenika na wskroś. Laserem przez umysł. Bez przerwy. Nie, nie sprawdza. Nie musi. Wie. 

Czy bagaże, które dźwigam, są aby na pewno moje? Bo jeśli nie są moje, to chyba nie zdążę na ten pociąg. Porzucenie bagażu, zwłaszcza czyjegoś, wymaga… no, właśnie czego? Odwagi. Żeby nikt (mowa o wiedźmie kontrolerce) nie wymierzył za taką samowolę kary. 

Niech szlag trafi wiedźmę kontrolerkę, chciałoby się rzec. Tylko po co? Moment, w którym brakuje energii nawet na takie akty, należy do TYCH momentów. 

Szanowni państwo, jadę pociągiem. Wczoraj złapany, ekspres. Pierwsza klasa. Są wygody. Muzyka, internet. Nawet telewizor filipsa. 

Nie mam biletu. 

Pociąg pod specjalnym nadzorem
Noemi Susenbach