Bela Lugosi’s Dead

Niespodzianka. Papa Grabek na peronie, bez kwiatów. Za to w czarnym płaszczu. Mówi, że wszystko zależy od niego i tak też się zachowuje. Władczo. Dziś zrobisz to, jutro tamto. Jest to tryb umiejscowiony wyżej rozkazującego. Trzeba być hiper-królem, żeby tak przemawiać. Papa Grabek myśli, że jest hiper-królem. 

O ile w ogóle myśli. 

Bo przecież nie ma mózgu. Posługuje się moim. Słucham Bela Lugosi’s Dead, Bauhaus. Miękko zapadam się w siebie. Sklejam fragmenty snów w całość. I nagle widzę go na tym peronie jakoś inaczej. Cymbał wynalazek. Ta kategoria. Bez ocen. Po prostu. Cymbał wynalazek. 

Włosy na żel, fryzura na kiura. W koafiurach. W zaspę nura. 

  • – Nieważne, jaki ci zadaję ból… – wyznaje z cieniutką niteczką śliny na ustach, obejmując mnie przy tym obleśnie. 

To mnie stawia do pionu. Tak, wreszcie czuję upragniony, czysty ból. I już wiem, jak brzmi końcówka tego jego wyznania. 

Chciałoby się zakląć, ale brakuje zaklęcia. Czasem najlepszym komentarzem jest milczenie. Zazwyczaj. 

®Noemi Susenbach