Wstążeczki

Nieważne, jaki ci zadaję ból. Ważne, jak go odczuwasz. Kiedy z bólu czerpiesz korzyść, papa Grabek jest bezradny. Jego satysfakcja blednie, płaszcz moknie, włosy klepną, cała postać się zmniejsza i gdzieś czmycha bezpowrotnie. Ból? Bardzo proszę. Lubię. To moja mapa ciała. Niewidzialna, odczuwalna. Precyzyjna. Wiem, gdzie, co i jak. Bez tej wiedzy kończy się droga. Zostają tylko męczarnie. 

Jak można polubić ból? Pytanie raczej, jak go można nie lubić? Nie lubić sygnałów płynących z ciała, informacji? Równie dobrze można nie lubić wiedzy. Ludzie nie lubią wiedzy. Uciekają przed nią do aptek. 

Papa Grabek to choroba. Kwintesencja życiowych błędów. Suma ściśniętego w złośliwy kłębek stresu i zduszonych łez. A przede wszystkim: strachu. Przed życiem. Przed śmiercią. Przed bólem. Przed papą Grabkiem właśnie.

Tańczę. Oddycham. Płaczę. Wpuszczam do żył wicher, aby wywiał toksyny. Wieczorami, gdy już się przewracam, bo przecież taniec w bólu piekielnie męczy, obejmuje własne ciało, głaszczę, usypiam jak dziecko. Kołyszę się wśród kolorowych wstążeczek snów i nucę melodię o miłości, najtrudniejszej ze wszystkich, miłości do samej siebie. 

fot. Ewa Patzelt