Niebieska sukienka

Głowa przypomina piłkę nożną. Zawodnicy to emocje. Wybiegają na boisko niespodziewanie zarówno dla trybun, jak i dla siebie. Biegną na oślep, kopią na chybił trafił i tak oto jestem przepełniona albo nadzieją, albo rezygnacją. Czasem wpadam w stany lękowe, albo zimny gniew. Wszystko to jednak się rozjeżdża tuż przed bramką, każdy z zawodników chyba już na emeryturze, biegnie, potyka się, kopie jakby chciał, a nie mógł. Nie ma więc stanów krytycznych, żadnych złotych strzałów, tylko znudzony gwizd kibiców. 

A może są? Tylko na zwolnionym oglądam? Za szybą? Z wyciszonym dźwiękiem. W szafie. 

UFO też to lubi. Układa się w środkowej części, gdzie wiszą sukienki. Lubię myśleć, że w dniu wyzdrowienia założę którąś z nich. Tylko nie mogę się zdecydować. Niebieską? Być może. Żadna inna nie przychodzi do głowy. Czerwona jest na wojnę. Czarna na bal. 

Możliwe, że to naturalny mechanizm. Umysł się broni. Ukryty za szybą w szafie obserwuje z daleka tę sieczkę i tłumaczy sobie, że to nie jego sprawa. Ot, mecz, w dodatku powtórka. Równie dobrze można Klan włączyć. Albo Wiadomości.

®Noemi Susenbach