OM

Czasem jak wicher, wpada do mnie świat. Słucham w milczeniu jego pretensji, rozkazów, oczekiwań. Patrzę na zmieniające się zjawiska za oknem. A potem nabieram powietrza i przeciągle mówię: Ooommm… 

Wszelkie próby uspokojenia nerwów bez „om” są mniej skuteczne. Te dwie głoski wprawiają fale mózgowe w taką częstotliwość, że choćby nie wiem, co – człowiek odrywa się od ziemi i unosi ponad samego siebie. Pretensje? Oceny? Oczekiwania? Rozkazy? 

Ooommm.

To jak mruczenie kota, który wibracją w krtani uspokaja własny mózg. Leczy ciało. Przenosi swoje istnienie gdzieś wyżej, tam, gdzie wir huraganu emocji nie dociera. Pozostaje obserwacja zdarzeń. Pandemia? Wojna? Koniec świata? 

Ooommm.

Ω Noemi Susenbach