Strumień świadomości

Na kursie medytacji każą zapisywać myśli. Dziesięć minut dziennie. Minimum. Zadanie jest wpisane w program jako główne. Czyli ważna rzecz. 

Nie ma komu zgłosić swojego przypadku, gdyż jest to aplikacja i chyba samodzielnie trzeba to rozwiązać, czyli chorobliwe zaangażowanie w nieustanną pisaninę, z której przecież tylko jakiś promil jest publikowany, potraktować jako wartość i, chociaż się wcale nie chciało, zostać prymusem. 

Znów.

Nie. Dwadzieścia. Dwadzieścia minut. I nie okrągłych zdanek, ale prawdy do kości, że jabłko, seler, wyrzucić, nie wyrzucić, ptaki głodne, czy nie szkoda, pudełko na kompost, całkiem ten seler smaczny, nie mam siły, trzeba tańczyć, hibiskus, herbata, no i to jabłko. Nie, nie to. To. 

Dwadzieścia minut. 

Trzeba będzie pokombinować, żeby to zdać. 

Znów.

@Noemi Susenbach