Czerwona rękawiczka

Niektóre myśli są nieuchwytne. Nie sposób ich opisać. Pochodzą z korytarza pamięci. Stanowią kod genetyczny. Ślad. Być może kolor, albo zapach. Wzór koronek. Tembr czyjegoś głosu. Czyjego? Nie wiadomo. Prawdopodobnie kogoś zza zasłony wieczności. Stryjecznej babki w grafitowej sukni i czerwonych rękawiczkach. 

Przechadza się po plaży na Stogach. Cóż za zbieg okoliczności! Dzień dobry, babciu, dzień dobry, piękną mamy pogodę. Tymczasem ona tą rękawiczką przecina nadmorskie powietrze, dajmy spokój kurtuazjom, a raczej: weź mi tu nie pitol, nie mam czasu. Święta są. Roboty huk. Co się robi na święta w zaświatach? Jaka potrawa jest wystarczająco boska? 

Żadna. Wiedzą to doskonale gospodynie domowe. Kuchenny maraton kończą bez endorfin, wysiłek pozbawiony satysfakcji, znów mi nie wyszło. Na szczęście po śmierci jest luz. Babka zajęta, jak zwykle, romansem, ani jej w głowie pitrasić, wpada na chwilę na Stogi, zostawia tam ślad i cześć. Kobieta jest jak sen. Wszystkiego się trzeba domyślać. 

Tymczasem niektóre myśli są nieuchwytne…

*