Matrix

Facet zadaje osobiste pytanie, ale tak osobiste, że ciary na plecach. Coś, co poza umysł nie wychodzi, bo jest tylko snem i to snem nieopowiedzianym nikomu. A on wie. Kilka sekund konsternacji, patrzenia prosto w oczy. Nie wygląda na kolegę. Sprawdza. Bada. 

Agent Smith? Przypadkowy nieznajomy? Anioł z czwartego wymiaru? A może szatan, ciemna strona wszechświata? Bo przecież nie Bóg. 

Odpowiedź musi być prosta. I jednocześnie zawiła. Na tyle zawiła, żeby się agent-szatan pogubił. Ważne jest ostatnie zdanie, z pytaniem w domyśle, coś w rodzaju: nieprawdaż? Co o tym myślisz, agencie Smith? Zamiana ról jest jak brak śladów. Nic skuteczniej nie zatrzymuje pogoni. 

Ta rozmowa jest poza światem. Tak jak poza światem jest tamto spotkanie w markecie. Ułamek sekundy, przelotne spojrzenie, dwa dni później w gazetach piszą, że to ktoś sławny. Nie żyje. Poznajesz na zdjęciu. Ma twarz anioła. Włosy półdługie. Blond. 

Wymiana myśli. Czy do tego potrzeba słów? A może jest coś poza umysłem, przenika sny i szepce, pulsuje, wybija rytm, kod, do którego dostęp masz tylko ty? 

I agent Smith. 

Planeta pszczół