Latarnia Diogenesa

Dziewczyna z długimi włosami kolor ciemny blond zadaje dziwne pytania. I jak teraz wyjaśnić tej kosmitce, że tu nikt nikogo nie rozumie, taki klimat planety, może błąd w systemie, w sumie powinna to wiedzieć, czym oni się w tym kosmosie zajmują, przysyłają tu dzieci we mgle? A ona, że taki jest plan – zadawać pytania, pełno pytań, jak Diogenes z beczki, i że nie pyta przecież, czy ktoś kogoś rozumie, tylko: dlaczego NIE? 

– A co trzeba zrobić, żeby zrozumieć innych?
– Nic.

Po ulicy Ratuszowej biegną bezpańskie dzieci wschodu, nikt ich nie pilnuje, nie mają telefonów komórkowych, GPS-ów, lokalizacji, ani wyliczonego czasu. Życie bez monitoringu. Największy skarb, klucz na szyi. 

Dziś każde dziecko ma czip, wiadomo nawet, kiedy się po głowie drapie, może mieć wszy, a przecież na wszy są znane sposoby. Współczesna Europa nie zgadza się na nic, czego się nie da skontrolować, dlatego dzieci z Ratuszowej są poza Europą i gdyby nie mróz, można by powiedzieć, że to już właściwie Afryka. 

Jestem z czarnego kontynentu, nie jadam śniadań, nikogo nie obchodzę, prawie nikt mnie nie chce. Od pierwszych chwil istnienia mam zagwarantowaną wolność, muszę tylko nauczyć się latać. I zwiać. 

To nie będzie trudne. Właściwie nic nie jest trudne w tym wymiarze, wystarczy zaprzyjaźnić się z Nemo, której imię wywołuje emocje, niektórzy przekręcają, tworzą anagramy, prawdopodobnie są zdania, że wszyscy powinni nazywać się Kasia. 

Nemo ma włosy ciemny blond i jest z kosmosu. Czeka pod ratuszem, żeby przekazać wiadomość. Ale zamiast tego, zadaje pytania i to jest największa trudność w tej całej misji zwanej podróżą ku wolności, czy jak kto woli: życiem.