Sorry za ból

Maleńki pająk, choć dorosły, co ważne, no więc maleńki pająk oraz kamikadze. Jeszcze dmuchany materac, zamiast spadochronu. 

Muszę zrobić oddechy. Ale zanim cokolwiek, idę na palcach przez zarośla, przyglądam się niezapisanym stronom swojej twórczości. Strona 420. Cztery dwa zero. Pani K. by wyjaśniła. Bez niej tylko kamikadze, cztery, dwa, zero, łup! – do ogrodu. Tam, gdzie basen. Zgrabnym lotem przez obręcz. 

Na tarasie leżak, na leżaku ani drgnę. Żadne fruwające szczątki płonącego wraku mnie nie obchodzą. W tym rzecz. Żeby nic nie robić. Samo się wystarczająco dzieje. 

Muszę zapalić. Materac jest łatwopalny. 

Żadnych strat. Każda strata jest korzyścią, bo jak czegoś nie ma, to nie waży, nie zajmuje cennego miejsca w czasie, ani w przestrzeni. Swoim zniknięciem niesie dodatni potencjał, bo przecież natura nie znosi próżni, zaraz w to miejsce coś wskoczy, tylko co? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, mawiają, to ja poproszę to piekło.

Wchodząc do labiryntu, wychodzisz z labiryntu, każdy twój krok prowadzi cię do wyjścia, chyba że zabłądzisz, to sorry. 

Pani K. umie łamać szyfry, ale co z tego, że się włamie? 26012022. 420. Komórki mózgu na baletach od rana, w dodatku w pozycji odwrotnej, aksonami w górę, jak twierdzą: łapią perspektywę. Żeby zobaczyć WSZYSTKO. 

Piszę, bo lubię, w przeciwieństwie do kogoś, kto pisze, bo musi. A może nie w przeciwieństwie? Może wraz…? 

Stanie na głowie odwraca perspektywę.