Psy apokalipsy

Jeden z nich nazywa się Grabek. Drugi Depresja. Trzeci: Kowid. 

Papa Grabek jest najstarszy, co wcale nie odejmuje mu sił. Hasło w krzyżówce: skorupiak rzeczny. Pokraka o trzech głowach i pierdyliardzie naczyń włosowatych – sierści wrośniętej w ciało, z zębami w to ciało wbitymi, temperament krokodyla, groźny, agresywny, jednak tępak. 

Drugi pies to suka. Pełna melancholii, wrażliwa. Sama w sobie niegroźna, ma jedną straszną broń. Smycz. Skórzany pasek, który przynosi i kładzie na kolanach. Pasek natychmiast zapętla się w pętlę, układa na szyi i taki oto obrazek pojawia się coraz częściej, bo jednak coś trzeba zrobić z tym stanem, a wszystko inne poza paskiem jakoś nie wzbudza. Niczego. Nie wzbudza. Nic. 

Ostatni ma kaganiec. To pies policyjny. Rasa jakaś chińska, niejasne pochodzenie. Na nic nie reaguje. Jest woźnym w urzędzie, zasłoniętą twarzą, fragmentem RNA. Bezczłowieczeństwem. Że niby: bezpieczeństwem.

Psy karmi się światłem, pomarańczami i mlekiem cztery procent od niebiańskich kóz.