Pięć oceanów

Uśmiech, który nigdy nie schodzi z ust. I zdrobnienia. Siateczka? Sjateczka to po rosyjsku bielizna. Znajomość języków może się przydać. Cały świat prowadzi monolog, osiem miliardów nieustannych ekspresji słowa, myśli, poglądów. Nie ma komu wysłuchać. Czasem bym chciała ogłuchnąć, ale nie ma lekko. Dobrze, że są jeszcze inne planety. Te, które milczą. 

Zapach lilii ma w sobie coś ze śmierci. Życie ma w sobie coś ze śmierci. Żeby żyć, trzeba śmierć zrozumieć, bo dopiero zrozumienie uwalnia od lęku. A lęk to przecież magnes przyciągający właśnie śmierć. Jakie to proste. A raczej: okrągłe. 

Kupuję sukienkę boho, nie, nie trzeba siateczki, od siateczek mam zapchaną szufladę i pięć oceanów. Szafę od sukienek też. Każdy ma jakąś kompulsję. 

Dziś piękny dzień, pękają pąki, rodzi się życie, rodzi się, żeby… umrzeć.