Projekt: BRAK

Warstewka tłuszczu dodaje puszystości. Bez niej się twardo ląduje, a właściwie: umiera. Twarde umieranie. Bez tłuszczu. Amen. 

Na sucho, elegancko, z szelestem trumiennej sukni. Szkoda, że nikt nie chce gadać o śmierci. To tak fascynujący temat. 

Przytyć niełatwo. Zwłaszcza, gdy pali pod skórą. Fizyka jest bezwględna, jak wszystkie nauki twarde. Twarde lądowanie. Twarda śmierć. 

MM mówi, że jest małpą. Bujając się na gałęzi zaczepia tygrysa. A to za ogon pociągnie, za ucho. Tygrys jest bezbronny. Zanim się obejrzy, małpa go przerobi na afisz.

Warto też wspomnieć o wrzosach. Rosną chętniej niż mandragora, rozkapryszona do granic primadonna, albo jej za ciemno, albo za zimno, albo nagle i niespodziewanie okazuje się być mężczyzną. Raczej: osobnikiem męskim. I trzeba wynosić na balkon. A balkonu BRAK. 

Wiele rzeczy BRAK. Brakujące są załączniki, dokumenty, szczepienia. Brak pracy domowej. 

Niesprawiedliwość jest nielogiczna, dlatego nie istnieje. Zaciąga dług iluzji, lecz w rzeczy samej jej nie ma. Czas jest jak ocean, żeby zobaczyć ląd, wystarczy nieco się wznieść. 

Wyspa
Noemi Susenbach

Rozgwiazda

Liść konopii ma dziewięć ramion, wyglada jak oceaniczna rozgwiazda, kosmiczna dłoń świadomości. Brat, co zastępuje ojca, potrafi piec ciastka. Pozwolę się przytulić. 

Czy brat z siostrą mają imiona? Z pewnością. I tylko oni je znają. 

Czasem człowiek się budzi splątany. Tak ciasno, że oddychać nie może. W splątanych żyłach nie płynie krew, ona się sączy, zbiera w krwistych sadzawkach, stygnie. Te jej bajora są niebezpieczne. W nich drzemią krokodyle. Aligatory. Smoki. 

Węże, węgorze. 

Jak otworzyć głowę, gdy krwiobieg zamknięty? Zasada naczyń połączonych. Jedno i drugie. Razem. 

O Boże, jak ciężko! 

A jednak coraz lżej. 

Tapeta kupiona przez MM.

Biuro do spraw prezydenta

Mówią, że każdy człowiek ma w sobie rodzica. Obu! Na każdym kroku się za człowiekiem ciągną, przypieprzają, krytykują. Pilnują. 

Tymczasem zamiast matki, można mieć w sobie siostrę. Siostra uwielbia imprezy, pali blanty i zna wszystkie sekrety. Z kolei zamiast ojca: brat. Ziomek z długimi włosami, na rowerze. I tak superego przechytrzone, opieka zapewniona, życie z nieustającego egzaminu zmienia się w nieustającą zabawę. A starzy od obowiązków uwolnieni, wreszcie mogą doświadczyć nigdy przecież nie doświadczonej młodości. 

Ocenianie jest tak samo nudne jak wieczór poetycki, kolejne spotkanie autorskie z tą samą, uwielbianą przez władze autorką, której nikt nie czyta, ale można się wina napić za darmo. 

Najgorsze są te mikrofony. Rozgłos dla siedmiu osób. Widownia w mikropokoiku na szczotki. Powaga na twarzach. Słowa wielkie i niezrozumiałe. Zaduma w stylu: czy wyłączyłam żelazko? 

Przychodzi list z urzędu. Tytułują mnie Szanownym Panem. Po męsku. Wszak list głosi ocenę negatywną, rzecz trzeba wziąć na klatę. Korci, żeby zrobić z niego samolot. Wysłać przez okno, ku pewnej zagładzie. Tylko że zimno i wieje. Poza tym trochę szkoda. Czasem przydaje się kawałek papieru. 

Szanowny Panie! 

Biuro Prezydenta ds. Kultury informuje, że Komisja Gdańskiego Funduszu Promocji Wydawnictw ocenia negatywnie…

Dalej jest już nieczytelne, wysypało mi się z młynka. Robimy z siostrą LOL. 

LOL
Noemi Susenbach

Prawo

A gdyby tak studiować siebie? Odkrywać dzień po dniu własne zagadnienia. Ciało, umysł, duszę, cień. Egzaminy przed sobą. Sesje poprawkowe w nieskończoność. Stopnie naukowe! Profesor doktor JA. Specjalistka od siebie samej. Medycyna, psychologia, fizyka kwantowa. Kapilary, naczynia połączone. Mitochondrium. Retikulum. Medium. 

Pierwsze zajęcia. Lustro. Bez makijażu, bez retuszu. Oko w oko. Same fakty. Na dnie spojrzenia dezaprobata. Co? Nie ten kierunek? Sorry. Studia są dla dorosłych. Zawsze można rzucić. 

Pójść na prawo. 

Żyrafka
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Coś innego

O czym nie mówi internet? Właśnie o tym. 

Najdziwniejszą osobą, jaką można spotkać, jest czerwony smok o imieniu Brak. Cała reszta jest jako tako przewidywalna. Choć może to niedocenianie reszty. 

Telewizja też o tym nie mówi. 

Zielony wąż otwiera wystawę w parku. Oszukuje, że nigdy się nie kończy. Jeśli mu uwierzyć – będzie miał rację. 

Nie opłaca się tłumaczyć słów. Opłaca się… coś innego.

Lupus
Noemi Susenbach

Ciało doskonale czarne

Im więcej oczekiwań, tym więcej rozczarowań. Wolność to stan pozbawiony obu. Pozostaje ciekawość, nieodłączna emocja widza. Widownia nigdy nie jest pusta. Na aksamitnych fotelach rozsiada się Noc i udaje, że jej nie ma. Tymczasem nie ma nic, czego by nie było. Poza przeszłością, syzyfowym głazem. I poza przyszłością. Syzyfowym głazem. Reszta, jak najbardziej: istnieje. Nawet wampir. Nawet duch. Nawet śmierć, koleżanka ze śmietnika. Kosiarka. Dźwięk pił tarczowych. Chrzęst raczych odnóży. 

Na zewnątrz taka ładna, a w środku zombie. Wciąga się do wewnątrz, zapada. Po cichu, dzień za dniem, uśmiech za uśmiechem, klatka po klatce, skręca się film życia, topi w masę, twardnieje w kulkę, ciało doskonale czarne. Pochłonie każde światło, wessie każdy promień. I oto zaczyna się taniec. Bal u szatana. Przeciąganie liny. Kto kogo pokona? 

Znów wygrywa ciekawość. 

Paciorki

Poranne skargi o beznadziei życia są jak deszcz. Znów padam, znów padam, tylko spójrzcie, jaki mój los: z góry na dół, na ten padół. Jestem taki biedny, zagubiony, rozdziobią mnie kruki i wrony. W dodatku, jak na złość, na beznadzieję: wciąż istnieję.

Tak to sobie utyskuje przyzwoity obywatel. 

Tymczasem są tacy, którzy nie istnieją. Jola, na przykład. Ale gdy ją spytać w tym odbiciu lustrzanym, czy chciałaby żyć, zaraz się jej upiorny wygląd rozjaśnia, coś się w niej ożywia, oczy płoną dziwnym światłem, ni to świece, ni to księżyce. I oto, zamiast straszyć, zaczyna snuć opowieści o sukienkach, balach, podróżach. O kolorach, o gwiazdach. O niesfornych kociakach, które można oglądać cały dzień. I o miłości wytęsknionej przez wieczność. 

Mówi, jak bardzo chciałaby spłynąć paciorkami deszczu znów tu, do nas, żeby choć jeden wieczór z nami spędzić. Pośmiać się, zapalić. Wapor, oczywiście. Żeby tak szybko znów nie odchodzić…

Życie potrafią docenić tylko duchy. Tylko one chcą żyć. Cała reszta, wkurwiona na to, że jest, z tego powodu wręcz załamana – ciągnie z mozołem ku śmierci swe ciała i donośnie ogłasza rozpacz.

Kosmiczny cymbał

Człowiekowi się wydaje, że istoty kosmiczne są dalece bardziej od niego rozwinięte, mądre, dobre i nie zaśmiecają planet. Nie wiadomo, dlaczego tak jest. Być może winny jest tu kościół katolicki, wśród wielu innych przewinień. Kultura przekonania o wrodzonej nikczemności zobowiązuje. I mimo pomnikowej nazwy, jaką sobie człowiek nadaje określając siebie jako istotę rozumną, tytułowy rozum jest tu raczej domniemany, a rzeczywiste znaczenie, zamiast homo sapiens, brzmi raczej jak: kosmiczny cymbał. 

Tymczasem nie wiadomo. Może tam dalej jest jeszcze gorzej? I zamiast szukać wśród gwiazd…

Pełnia w Baranie
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Purpurowe fraktale

Nie ma żadnego końca. Jeśli cokolwiek się kończy, bach, zaraz się zaczyna. Od nowa.

Niedźwiedzie polarne wyglądają jak duchy. Jeśli zaś chodzi o duchy, najstraszniejszy jest duch Joli. Ledwo na nogach się trzyma (właściwie się nie trzyma), łysa głowa z przeogromnym guzem, reszta skurczona, kurczęca. Lubi się zjawiać w łazienkach, w odbiciach lustrzanych, tuż za plecami. Twierdzi, że się nie uda. Że ten atak, a przecież jest to atak kolejny – wcale nie oznacza sukcesu. Wręcz odwrotnie, jej zdaniem. Zżarta do połowy płacze, że boli. Chce się przytulić.

To jest trudne. Upiory mają dziwne zwyczaje. Wpijają się w zagłębienie nad obojczykiem. W to jeziorko życia. Stamtąd wysysają strach. 

Jeśli strachu brak, odpadają jak kleszcze. 

Jeszcze trudniejsze, żeby strachu nie było. Ale bywa, bywa. Lęk jest emocją, która może się znudzić. W jej miejscu pojawia się gniew, bo ileż można się bać? Spierdalaj więc Jola do grobu, czy gdzie tam sobie chcesz. A jak nie, to krzesłem. Ta, zamiast się słaniać, nagle rzutka, odbiera ciosy i szydzi: nie dasz rady, nie dasz rady! 

Sny są jasne jak śnieg. Purpurowe fraktale. Albo mnie kochasz taką, jaką jestem…, albo nie kochasz mnie wcale. 

Niedźwiedzie
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)